1 miesiąc temu

Tygodnik (01)

Pisanie o codzienności wymaga dyscypliny. Wyłuskiwania z morza zdarzeń drobinek, które mają szansę kształtować rzeczywistość. Moją lub cudzą.

Dla pisarza to niezła szkoła warsztatu. Nieustanne zmaganie się z nadmiarem, bądź brakiem słów. Takie regularne opisywanie tego, co dzieje się wokół, wymaga precyzji. Ale też dbałości o to, by zachować surowość formy, nie zatopić się w niekończącym się redagowaniu tego, co napisane. Wszak to tylko notatki.

Myślałem o tym rano, gdy zbudziło mnie wycie psa. Słyszę go od wielu dni. Jego pełen uporu skowyt pojawia się o świcie, zaraz gdy wzejdzie słońce, zapewne wtedy, gdy mieszkańcy wychodzą do pracy. Próbuję zlokalizować tego psa, jest chyba piętro niżej, ale jego odbijający się od ścian głos jest zbyt rozlany, bym mógł być tego pewien.

To wycie trwa godzinami, przerywane na moment, gdy pies pada ze zmęczenia lub irytacji.

Jego głos ma stałą tonację, tworząc plamę rozlanego cierpienia i skumulowanych pretensji. Towarzyszy mi, gdy siedzę przed komputerem i pracuję. Łomocze gdzieś w tyle podczas śniadania. Stanowi stałe tło, do którego szybko się przyzwyczajam. Po jakimś czasie wydaje się już tylko oderwanym od wszystkiego dźwiękowym pasażem. Muszę sobie przypominać, że jego źródłem jest pies.

Zastanawiam się, czy jego właściciele wiedzą, że wyje on całymi dniami. Ich świadomość nic by nie zmieniła, gdziekolwiek codziennie idą, nie zabiorą go ze sobą.

Słuchając tego wycia, myślę o tym, że 33 tys. lat temu zawarliśmy z tymi zwierzętami pewną umowę. Podpisaliśmy pakt o stałej, wzajemnej obecności. Przez wieki ten układ działał. Właśnie go złamaliśmy.

***

Przeglądam drukowane gazety i z radością zauważam, że tradycyjnej prasie udało się uniknąć tematu wieku Brigitte Macron, nowej Pierwszej Damy Francji.

Sieć tymczasem, w typowy dla siebie sposób, przeżywa falę ekscytacji. Żyje oburzeniem, jak można mieć żonę starszą o dwadzieścia kilka lat, która przekroczyła już „sześćdziesiątkę”!!! Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie.

W tym swoim podnieceniu internet niespecjalnie natomiast zajmuje się tym, że wybór Macrona na prezydenta Francji ma szansę odmienić przyszłość Europy. To rzecz ważna, ale wyłuskują ją raczej tradycyjnie zorganizowane redakcje, gdzie redaktor jest sitem odsiewającym rzeczy bez znaczenia.

Przeglądam gazetę, czując wagę papieru szeleszczącego mi pomiędzy palcami.

***

To męczące samozadowolenie internetowego świata skłania mnie do zajrzenia na stronę Ommwriter.com i ściągnięcia programu, który odcina piszącego od całego cyfrowego zgiełku. Umiejętność absolutnego skupienia się wydaje mi się coraz ważniejsza i, od jakiegoś czasu, coraz trudniejsza. To walka o klucz, który potrafi, jak sądzę, otworzyć większość drzwi.

Ommwriter zostawia na ekranie tylko jasne pole z migającym kursorem. Przynagla, by zapełniać kolejne wersy. Nie wiem jeszcze, czy jestem gotowy się z tym zmierzyć, ale dam Wam znać.

Od dziś co tydzień nowy wpis, będący czymś w rodzaju kroniki zdarzeń.

Złapanymi urywkami codzienności, czymś obszerniejszym niż wpisy na FB, ale krótszym i bardziej surowym niż blogowe felietony lub reportaże. To też trochę powrót do korzeni blogowania – publikowania osobistych notatek tworzonych na bieżąco. Jeżeli chcecie je śledzić, zaglądajcie tu pod koniec lub na sam początek tygodnia i szukajcie wpisów z nowego blogowego cyklu „Tygodnik”.

Tekst: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Categories Tygodnik WszystkieTags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *