10 lat temu

Buon giorno to za mało

Pili kawę od rana do wieczora. Czułem zapach naparu parzonego w kawiarce zaraz, gdy udało nam się wyjść z namiotu, później późnym popołudniem, gdy wracaliśmy z miasta i wieczorem, gdy było już zupełnie ciemno. Pili ją nieustannie. Czasem wydawało nam się, że właśnie po to tu przyjechali i zamieszkali na tym kempingu – by pić kawę i ładować do słoików przecier z pomidorów.

Kemping Obelisco, na wzgórzu, kilka kilometrów od Triestu, prawie w Villa Opicina, żył rytmem codziennych rytuałów, wspólnych spotkań i odkorkowywanych w ciągu dnia butelek wina. Nieco oschła Włoszka z recepcji kazała nam postawić namiot dokładnie pośrodku tego świata staruszków. Dopiero po jakimś czasie zorientowaliśmy się, że nie są oni turystami, przelotnymi gośćmi tego miejsca, lecz zasiedziałymi mieszkańcami, traktującymi uziemione przyczepy kempingowe jak własne domy.

Sprawa tego, czemu mieszkają na kempingu zajmowała nas każdego ranka, gdy jedliśmy śniadanie. Staruszek naprzeciwko nas zwykle był już wtedy nieobecny. Co rano wyjeżdżał gdzieś z żoną, pozostawiając po sobie aromat wypitej kawy. Zaraz po tym jak wracali, zakrywali staranie samochód kremową plandeką.

Ci obok, ukryci w namiocie-werandzie podczepionej do przyczepy, zajmowali się od rana tymi pomidorami. Czasem włączali telewizor. Mieli małego psa, który pierwszego dnia wydzierał się za każdym razem, gdy przechodziło się obok. Później, gdy znał już nasz zapach, wpadł w odrętwienie i w ogóle nas nie zauważał. Za nimi po prawej mieszkało kolejne małżeństwo. On lubił czytać gazetę przy rozkładanym stoliku, a ona gotowała i czytała tylko czasami. Wszyscy, wraz z tymi pozostałymi, którzy mieszkali wzdłuż całej alejki, wyglądali na zadowolonych. Jak tylko mieli ochotę, zaraz parzyli kawę.

Najprościej było oczywiście spytać ich o to, dlaczego tu mieszkają. Nasze rozmowy niezbyt się jednak kleiły, a na dodatek podjęliśmy próbę skorzystania z pralki przeznaczonej tylko dla stałych rezydentów i nie wpłynęło to dobrze na nasze stosunki. Wszyscy mówiliśmy sobie buon giorno, ale too było zbyt mało, by zostać dopuszczonym do ich tajemnic. Czuliśmy też, że nasze śniadania nie byłyby już tak ekscytujące, gdybyśmy wiedzieli, czemu mieszkają tu, a nie w Trieście, z którego, jak wskazywały rejestracje ich samochodów, pochodzili. Codziennie mieliśmy nowy pomysł, który wyjaśniał tą kwestię. Każdy z nich był równie prawdopodobny jak pozostałe.

Staruszkowie z kempingu Obelisco nic sobie nie robili z naszych dociekań. Zajmowali się swoim niespiesznym życiem. Umawiali się na wspólne wizyty i wszyscy czekali na 15 sierpnia, kiedy z okazji święta miał się pojawić zespół muzyczny.

Nieliczni turyści znikali tak samo szybko, jak się pojawiali i nikt z nich nie mógł liczyć na tę kawę lub słoiczek pomidorów.

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

One Thought on “Buon giorno to za mało”

  1. […] się kawa przywieziona z Triestu. Czasem, gdy wsypywałem ją rano do kawiarki, myślałem o tych staruszkach na kempingu Obelisco. Być może teraz nie będę już o nich pamiętał. Ciekawi mnie, czy wciąż […]