4 miesiące temu

Czemu stoimy w kolejkach do samolotu

To bezsensowne ustawianie się na lotnisku w kolejkach do zamkniętych bramek ma zadziwiająco ważną przyczynę.

Ustawiają się według jakiegoś nieznanego mi klucza. Ni stąd, ni zowąd ktoś wstaje, podchodzi do rozpiętej między słupkami taśmy i przy niej staje. Uchwyt jego walizki sterczy pionowo, gotowy do użycia, choć, póki co, jest zbędny. Co jakiś czas można, co najwyżej, oprzeć na nim dłoń lub bezwiednie poprzesuwać walizkę o kilka centymetrów w tę lub w tamtą.

Nie potrafię wyłapać przyczyny. Impulsu, który każe im wstać i podejść do bramki.

Przesuwam wzrokiem po tablicy z godziną odlotu i nazwą docelowego portu. Odczytuję numer lotu. Szukam. Nic się na niej nie zmieniło od przynajmniej kilkudziesięciu minut.

Bezskutecznie rozglądam się za jakąś osobą z obsługi, której pojawienie się mogłoby pobudzić nadzieję, że to już zaraz, niedługo i że warto ustawić się w kolejce. Na opustoszałym stoliku leży jednak tylko kilka porzuconych papierów.

Jak jeden już się ustawił, zaraz pojawiają się następni. Ruszony kamień powoduje lawinę. Dolepiają się do siebie. Większość gładzi kciukami szkło telefonów. Czasem uniosą głowę i rozejrzą się wokół błędnym wzrokiem. Po kilku minutach, pomiędzy ławkami wije się już ludzki wąż, obciążony walizami i plastikowymi siatkami pełnymi czekolad i butelek z alkoholem.

Miętoszę w palcach kartę pokładową, na której wybito dużą czcionką numer miejsca w samolocie – 14A, przy oknie – i próbuję zdusić narastający niepokój. Każdy z nas ma wydzieloną własną malutką przestrzeń na pokładzie, zagwarantowany wolny fotel. Po co więc stać w kolejce? Czy o czymś nie wiem?

Siedzę więc, patrząc na coraz dłuższą kolejkę, nasłuchuję terkotu kółeczek walizek mknących po lśniących płytach holu, nasiąkam szmerem rozmów i jakąś miękką muzyką  w tle i próbuję wykombinować, o co w tym chodzi. Czemu stoimy w kolejkach?

Overbooking, nadsprzedaż miejsc w samolocie, nagminnie stosowana przez linie lotnicze koi moje nerwy tylko przez moment. Obawa przed nie dostaniem się na pokład – mimo posiadania biletu – choć racjonalna, ma jako przyczyna wątłe podstawy. Wielu podróżujących o tej praktyce w ogóle nie wie. Ci co wiedzą, mogliby rzeczywiście ustawiać się do odprawy pierwsi, bo w przypadku nadsprzedaży decyduje zwykle kolejność przejścia przez bramkę. Ale skoro tak, czemu te same osoby zaraz po wylądowaniu tworzą długi rząd w przejściu pomiędzy fotelami i czekają długie minuty aż otworzą się drzwi samolotu?

Patrzę na rząd walizek we wszystkich kolorach, szukając w nich odpowiedzi.

Kanciaste i obłe kształty noszące ślady poprzednich podróży lub, dużo rzadziej, nowe i nienaruszone, pokazujące, że ich właściciele w swoją wędrówkę wyruszyli raczej z przymusu niż z chęci, zmuszeni przez jakieś nieznane mi siły.  Każda z tych waliz ma trafić w samolocie na półkę nad siedzeniami  i być może to właśnie o te kurczące się z każdym pasażerem wchodzącym na pokład miejsce na bagaż podręczny, toczy się tu walka.

Te bryły, kryjące osobiste skarby, nie bardzo mieszczą się pod poprzedzającym siedzeniem, mimo beznamiętnych wskazówek udzielanych przez nagrany głos odtwarzany po zajęciu miejsc w samolocie.

Brak wolnej przestrzeni nad głową oznacza konieczność oddania walizki do luku bagażowego, a kto by chciał rozstawać się z torbą, która mieści drobiazgi mające ułatwić lot – kanapki, komputer, słuchawki, nawilżane chusteczki, książki i gazety? Próbuję sobie jednak przypomnieć, ile razy mi się to zdarzyło, jak często musiałem godzić się na taką przymusową rozłąkę. Dwa? Może cztery? I znów, gdyby to miało być przyczyną, po cóż tworzyć kolejkę przy wyjściu z samolotu, skoro wtedy już wszystko, co miało przed momentem tak dużą wartość – wygodne siedzenie, koc podany przed obsługę, bliskość okna, miejsce na bagaż – dewaluuje się i traci cały powab?

Aż nagle słyszę, jak siedząca kilka krzesełek ode mnie kobieta mówi do swojej towarzyszki:

Nie chcę już tu być, niech coś się ruszy.

W tej skardze kryje się odpowiedź.  Poczucie sprawczości. To tego szukamy, stercząc w kolejkach, które nie mają żadnego sensu.

Potrzebujemy pchnąć historię do przodu. Przełamać stagnację. Przepędzić wypełzającą z kątów nudę.

Podróż jest procesem. Przesuwaniem się po linii z zaznaczonymi punktami. Wyjście z domu, dojazd na lotnisko, przejście przez kontrolę bezpieczeństwa, snucie się po sklepie wolnocłowym. Palenie papierosa przed terminalem lub w szklanej klatce, w upokorzeniu i chmurze dymu.

Czynności, które przynależą wędrówce. Przybliżają do celu.

Gdy przewertujemy już kupione w kiosku gazety, na które i tak nie starcza nam cierpliwości, posiedzimy na ławce, spojrzymy na zegarek, odliczając wlekące się minuty i poczujemy zbliżającą się, wysuwającą ku nam macki Wielka Pustkę, pozostaje nam stanąć w kolejce do zamkniętej bramki i liczyć, na to, że ten drobny gest choć na krótki moment da nam wrażenie, że panujemy jakoś nad własnym życiem.

Tekst: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Categories Felietony WszystkieTags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

One Thought on “Czemu stoimy w kolejkach do samolotu”

  1. Hehehe czasami też mnie to zastanawia. Ten pęd do tworzenia kolejek przed bramkami jest wprost zadziwiający. Tak jakby była to jedna (a może najprostsza) form do tego aby zagospodarować sobie te drobne chwile wolne czasu. Co ciekawe obserwowałem to nie tylko na lotach w tanich liniach, gdzie faktycznie może mieć to sens walki o przestrzeń w schowku, ale również na takich lotach gdzie większość pasażerów posiadała rejestrowane bagaże. Czy bycie pierwszym na pokładzie może mieć w tym wypadku jakąś korzyść, mieć wymiar jakiegoś zwycięstwa?
    Równie abstrakcyjne jest to wstawania ze swoich miejsc. Wystarczy, że podwozie samolotu ledwie muśnie płytę lotniska a już słychać szczęk rozpinanych pasów. Sekundy później widać pierwsze osoby które sięgają do schowków. Walcząc o utrzymanie równowagi starając się wyszarpać z nich swój bagaż podręczny. Po co?
    Moja żona czasami mówi, że wchodząc na lotnisko czuje się tak jakby została wsadzona na taśmę produkcyjną. Jest drobnym trybikiem przepychany między kolejnymi etapami „tworzenia” finalnego produktu. Jak widać niektóre „podzespoły” kierują się swoją logiką budowania własnej podróży ;)