3 lata temu

Czy któreś z tych win może stać się przebojem Alentejo?

Portugalskie Alentejo, produkujące niemal 120 mln litrów wina rocznie, jest jak prężnie działająca fabryka. Łatwo w tym nadmiarze się utopić.

Kiedy wjechaliśmy na szczyt, zapadał zmrok, ale nawet w tej gęstniejącej szarości można było poczuć niekończącą się przestrzeń wokół. Niemal płaski teren obsypany dębami korkowymi i bujne iglaki na stokach wzniesień. Swą nasyconą zielenią i zadziwiającymi kształtami przypominały ogromne powtykane w ziemię brokuły.

– Dwa tysiące hektarów – powiedział właściciel Herdade do Sobroso, winnicy, którą zwiedzaliśmy.

Te dwa tysiące mieszczą jednak cały teren, który należy do jego rodziny. Sama winorośl obsadzona została na 52 hektarach. Plany na najbliższe lata zakładają zwiększenie areału o drugie tyle. Resztę przestrzeni oddano pod władanie przyrody oraz sprowadzonych tu dzików, na które co jakiś czas urządzane są płatne polowania. Za kilka godzin miałem zjeść dziczy befsztyk na kolację i przy całej mojej niechęci do myśliwych, nie miałem innego wyjścia niż przyznać, że to mięso jest po prostu dobre.

Granice posiadłości Herdade do Sobroso wyznacza rzeka Guadiana oraz możliwości wyobraźni

52 ha winnic to dopiero początek, w ciągu najbliższych kilku lat ma być ich w Herdade do Sobroso drugie tyle.

Ta nieograniczona niczym przestrzeń jest kwintesencją Alentejo – regionu Portugalii zajmującego jedną trzecią kraju. Rozciągającego się na południe od Lizbony aż do granic Algarve, a na wschód po hiszpańską granicę.

52 ha winnicy plasuje Herdade do Sobroso gdzieś w połowie alentejańskiej stawki. Przy dociągnięciu do setki, zajmie już miejsce pośród większych producentów, choć na tej ziemi nie brakuje gigantów potrafiących prowadzić nasadzenia i na 150-200 ha.

Nie oszukujmy się. Przy takiej skali produkcji nie można mówić o wyjątkowości win. O ich powiązaniu z miejscem, winiarzem, ziemią. Mając do zagospodarowania taki areał nie da się tego po prostu osiągnąć. To nie musi być wadą. Sięgając po wina z Alentejo – w Polsce popularne głównie dzięki staraniom Biedronki – pamiętajcie jednak, że to nie jest region, który może zapewnić wam coś niepowtarzalnego i unikatowego.

Tutejsza przestrzeń oszałamia. Wzrok sunie nie natrafiając na przeszkody aż po granice dostępnego świata. Przyzwyczajony do zamkniętego miejskiego krajobrazu, wpada w popłoch, by dopiero po jakimś czasie osiągnąć równowagę i spokój.

Herdade do Sobroso jest jednym z tych miejsc Alentejo, w którym tradycyjną posiadłość sporym kosztem dźwignięto do poziomu przyjemnego luksusu. Prosty niski dom zamienił się w butikowy hotel z kilkoma apartamentami. Otoczony grządkami, z których warzywa wędrują bezpośrednio do kuchni, basenem oraz tarasami. O tym będziecie mogli jednak przeczytać w osobnym wpisie.

W produkowanych przez posiadłość winach jest więcej wykalkulowanego biznesu niż pasji i wielopokoleniowej historii

Trochę zbiło mnie to z tropu. Nie ma bowiem przecież nic przyjemniejszego niż zanurzenie się w świat, w którym wszystko zdaje się być tworzone dla samej przyjemności tworzenia. W Herdade do Sobroso zostałem jednak szybko przywołany do porządku, zmuszony do przewietrzenia głowy z tych romantycznych wizji. Wino to biznes.

Posiadłość kilkanaście lat temu kupiło portugalskie rodzeństwo. Stworzyło od zera winną plantację, by pierwsze zbiory przeprowadzić w 2001 roku. Zapomnijcie więc o prastarych krzewach rodzących owoce od pokoleń. To nie Francja.

Mamy tu do czynienia z prawdziwą winną fabryką, dającą 500 tys. litrów rocznie. Nie tak znów mały procent z ogromu, jaki produkuje całe Alentejo: w 2014 roku było to dokładnie 117,986,688 litrów! Jeżeli chcecie mieć pojęcie o tym, jak winny przemysł się na tych surowych ziemiach rozwija, musicie wiedzieć, że dziesięć lat temu cała alentejańska produkcja wynosiła 80,778,756 litrów. Dzisiejsze wyniki są więc niemal o połowę wyższe!

W 2014 roku trunki z Alentejo stanowiły 23,5 % całej portugalskiej produkcji winnej. Z tego, 78.9 % to wina czerwone, 19.7% białe i 1.4% różowe

Szczupły jak patyk menedżer Herdade do Sobroso wyjaśnił, że zbiory odbywają się w większości mechanicznie, a plony kontrolowane są tuż przed rozpoczęciem produkcji. Kłóci się to nieco z informacjami na stronie producenta, być może jednak tam, dbając o marketing, uwypuklono to, co jest dla tej winnicy rzadkością: ręczne zbiory z nielicznych tylko, wybranych parceli.

Mam trochę problem z trunkami tego producenta. Z dziesięciu powstających tu win, spróbowałem tylko trzech. Mając w pamięci malowniczość tych terenów, pięknie zagospodarowany teren posesji, ogrom otaczającej jej natury, chciałbym, by te wina mnie porwały, równając się atrakcyjnością z miejscem, w którym powstają. Tak się do końca nie stało.

Białe Anas z 2014 roku, zbudowane na szczepach Antao Vaz i Arinto plasuje się w kategorii trunków skłaniających się ku tropikalnym akcentom. Mamy w nim sporo cytryny i ananasa, do tego lekki garbnik i umiarkowaną kwasowość. Przy wszystkich zaletach pozostaje jednak dość niemrawe, pozbawione solidnego kręgosłupa, ot jedno z tych win, które zapominasz wkrótce po opróżnieniu kieliszka.

Kilkanaście stalowych kadzi, stała temperatura utrzymywana przez komputer, nieustanny monitoring - kluczowy etap produkcji wina.

Niezależnie od smaku, każda z butelek Herdade do Sobroso jest dopieszczona pod względem estetycznym. Do tych etykietek nie ma jak się przyczepić.

Samiec kaczki krzyżówki na etykietach tutejszych win to jawny ślad umiłowania polowań: Alentejo żyje myślistwem od zawsze.

Chlubą winnicy jest Herdade do Sobroso Reserva 2012, które spędziło 12 miesięcy w beczkach z nowego dębu francuskiego i dodatkowo jeszcze pół roku leżakowało w butelkach. Główną rolę grają tu Alicante Bouchet i Aragonez, z dodatkiem Cabernet Sauvignon. Fakty i liczby - wina z Alentejo, Portugalia.Ciemne jak noc wino jest mocno skoncentrowane, treściwe, z bukietem ciemnych owoców, ale też wanilią i kokosem. Zbyt mocnymi niestety. Ten rok spędzony w drewnie czuć tu aż zanadto – obie nuty wzięły się właśnie z niego i dominują okrutnie. Być może potrzeba temu winu jeszcze kilku lat, które spędzone w spokoju i samotności, wygładziłyby jego beczkowe zapędy. Jak na butelkę za niemal 20 euro jest w niej obecnie zbyt mało finezji i polotu.

Z tej całej trójki najprzyjaźniejsze okazało się czerwone Sobro 2014 (Aragonez, Alicante Bouchet, Cabernet Sauvignon, Syrah), być może zresztą dlatego, że po butelce oznaczonej niższą apelacją – vinho regional – w cenie poniżej 10 euro nie spodziewałem się wielkich uniesień.

I rzeczywiście, nie dostarczyło mi ono ich zbyt wiele, nie pozostawiło jednak także przykrego uczucia rozczarowania. Całkiem solidnie zrobiony trunek, dość typowy dla Alentejo. Uczciwy, prosty i nieprzebeczkowany (spędził zaledwie 3 miesiące w małych 225 litrowych baryłkach z francuskiego i amerykańskiego dębu). Najwyraźniej, podobnie jak w życiu, sprawdza się tu zasada szukania złotego środka, bez nadmiernego wychyłu w żadną stronę.

Mimo tych niedostatków te wina pije się dość przyjemnie. Problem w tym, że miejsce, w którym powstają rodzi wielkie nadzieje. A tych te trunki nie potrafią jeszcze spełnić.

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 Thoughts on “Czy któreś z tych win może stać się przebojem Alentejo?”

  1. […] dzień wcześniej. Nie do końca mogłem się do niego przekonać, o czym możecie przeczytać TUTAJ. Za to samo to miejsce przekonało mnie od razu. Czyż może być bowiem coś lepszego niż dawna […]