10 lat temu

Drugie piętro Joyce’a

Najłatwiej jest oczywiście trafić na Via San Nicolo 30 i 32. Wystarczy skręcić w którąkolwiek uliczkę odchodzącą na północny-wschód od Canal Grande i przejść zaledwie kawałek, by być na miejscu. Gdy stoi się na San Nicolo plecami do morza, numery 30 i 32 będą po lewej stronie. Uliczka, jak całe stare centrum Triestu, jest zamknięta dla samochodów, i jest na tyle szeroka, by pomieścić wystawione przed kawiarniami stoliki. Kiedy tam byliśmy, była jednak niedziela, dzień po święcie 15 sierpnia i było tam zupełnie cicho i pusto. Kawiarniane stoliki z krzesełkami stały jednak na zewnątrz, bo latem w Trieście nie ma za bardzo powodu, by je chować, nawet gdy lokal jest nieczynny. Usiedliśmy więc sobie wygodnie, dokładnie naprzeciwko numeru 30, tak by móc ocenić, czy Joyce mógł być zadowolony ze swego lokum i przez chwilę czuliśmy się jak stali bywalcy tej kawiarni, tyle że byliśmy w niej zupełnie sami i nikt nie podał nam kawy.

Na parterze kamienicy z numerem 30 jest antykwariat Umberto Saby, działający nieprzerwanie do dziś, ale oczywiście nie w niedzielę. To tu Saba starał się usilnie połączyć bycie poetą z byciem księgarzem i koniecznością wypełniania ksiąg rachunkowych. Nie lubił tego miejsca, choć spędził w nim dwadzieścia kilka lat życia i uważał je za “norę”.

Patrzyliśmy na nie, nie ruszając się od naszych stolików. Nie za bardzo wyglądało na norę, co prawda w środku było trochę mrocznie, a całe pomieszczenie było zawalone książkami, które  nawet z naszego miejsca wyglądały na zakurzone, ale przecież tak powinno być w każdej szanującej się księgarni, która daje gościom coś więcej niż stosy kolorowych gazet i powieści, które nigdy nie mają szans być dobre, nawet jeżeli będziesz się bardzo starał. Z tego miejsca przy kawiarnianych stolikach, na samym środku via San Nicolo, nie mogliśmy jednak stwierdzić, czy lokum Saby było kiedyś norą bardziej niż obecnie, i czy obiekcje antykwariusza na temat tego miejsca były uzasadnione. Być może potomkowie Saby lub jego następcy mogliby coś nam na ten temat powiedzieć, ale w niedzielę nie było to możliwe.

Zaraz nad Sabą było mieszkanie Jamesa Joyce, które z zewnątrz w ogóle nie wyglądało na norę. Sprawiało całkiem przyjemne wrażenie i było na drugim piętrze. W pewnych momentach dnia musiało wpadać do niego sporo słońca. Byłem przekonany, że Joyce musiał się tu czuć całkiem nieźle, nawet gdy czasem nie miał pieniędzy, a podobno nie miał ich wtedy często. Gdzieś w pobliżu była szkoła Berlitza, w której uczył angielskiego. Oprócz tego dawał też prywatne lekcje na swoim drugim piętrze, zajmowało go również przybliżanie wszystkim w Trieście Szekspira. Drugie piętro Joyce’a wyglądało na takie miejsce, gdzie możliwe jest stworzenie wielu dobrych rzeczy, a kto wie, czy nawet Ulisses nie miał tu swego początku, choć chyba nie powstało tu ani jedno jego zdanie. Nie dziwiło mnie więc w ogóle, że później Joyce starał się trzymać tej ulicy i przeniósł się tylko o jedną kamienicę dalej, pod “trzydziestkędwójkę”.

Nie mogliśmy tego dnia liczyć na kawę przy naszych stolikach, więc wstaliśmy zajrzeć przez szybę w drewnianych drzwiach na klatkę schodową, którą Joyce musiał zmierzać na swoje drugie piętro. Okazało się, że to wspaniałe wnętrze, z szerokim korytarzem, równie szerokimi schodami i sporą ilością światła. Gdy tylko je zobaczyłem, byłem już zupełnie pewien, że to musiało być najlepsze mieszkanie Joyce’a w Trieście, a żył w tym mieście dwanaście lat i sześć razy zmieniał adres. Obok drzwi był domofon z kilkoma nazwiskami i przez moment miałem ochotę zadzwonić, by ktoś nas wpuścił, tak by wejść na drugie piętro, ale była niedziela, dzień po święcie i  pewnie mieszkańcy nie chcieliby, by do nich dzwonić, a może byli na plaży i odpoczywali od codziennych dzwonków wielbicieli Joyce’a. Zabrakło mi więc odwagi i nie zadzwoniłem.

Umówiliśmy się, że nie będziemy szukać wszystkich miejsc, gdzie mieszkał Joyce, zwłaszcza, że ulicy Sanita nie mogliśmy w ogóle odnaleźć na planie, a na Boccaccio byliśmy wcześniej samochodem i było to stąd wystarczająco daleko, by nas zniechęcić. Pozostała więc via Donate Bramante, za wzgórzem z zamkiem. Z San Nicolo nie było to daleko i po chwili tam byliśmy. Dom wyglądał całkiem okazale, a mieszkanie Joyce’a było na drugim piętrze. Trochę się jednak odczuwało, że to już jest po drugiej stronie wzgórza i myślę, że Irlandczyk wolałby jednak zostać na San Nicolo.

Później, na via Carducci minęliśmy kamienicę, na której wisiała tabliczka oznajmiająca o tym, że na drugim piętrze Joyce brał w niej udział w spotkaniu na temat Szekspira i wygłosił tam długi wykład. Przypomnieliśmy sobie wtedy o hotelu, w którym pisarz spędził z żoną pierwszą  noc po przyjeździe do Triestu, ale nie byliśmy pewni, czy tam też mieszkał na drugim piętrze. Wszystko jednak zaczęło wskazywać na to, że nie było by Jamesa Joyce’a, gdyby nie drugie piętra.

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *