3 lata temu

Późne popołudnie w Essaouirze

Nisko położone słońce i ledwo zauważalna mgiełka nad oceanem zmiękczyły światło. Marokańska Essaouira nabrała trochę baśniowego charakteru, ulotnego i niemal eterycznego.

Popołudniowy odpływ obnażył śliskie, pokryte wodorostami głazy. Cofająca się woda zostawiła w powietrzu trochę duszny, chwilami ostry zapach rozmoczonego piachu i podwodnego świata.

Chłopcy ruszyli na odsłonięty teren pierwsi, głównie po to, by poszukać skarbów zostawionych przez ocean – oślizgłych drągów, popękanych muszli, wijących się w wysychających oczkach wody małych rybek. Kilka chwil później ich śladem podążyli dorośli dzierżąc w dłoniach wiaderka, które napełniali bezbronnymi w obliczu cofającego się morza małżami, pąklami i grubymi jak palec skorupiakami.

Nisko położone słońce i ledwo zauważalna mgiełka nad oceanem zmiękczyły światło. Marokańska Essaouira nabrała trochę baśniowego charakteru, mniej rzeczywistego, ulotnego. Niemal eterycznego.

Masywny kształt obronnej budowli, jęzory wody, mewy stojące na piachu, dwóch chłopców zajętych sprawami przynależnymi do dzieciństwa. Ten kadr to bardzo klasyczna kompozycja (zgodna zresztą z akademicką regułą trójpodziału), ale ja lubię to zdjęcie głównie z powodu  tych rozsianych po nim szczegółów. To one, okraszone miękkim światłem, budują nastrój zdjęcia i sprawiają, że oglądając je, można wyłuskiwać kolejne detale i czerpać z tego niemal dziecięcą radość (zwróciliście uwagę, że z tej dwójki chłopców ten po prawej ma podciągnięte nogawki spodenek niemalże po pas? A dalej, na samym brzegu kadru kryje się jeszcze jedna osoba, której zresztą nie zauważyłem robiąc zdjęcie).

Do położonej nad brzegiem Atlantyku marokańskiej Essaouiry ściąga w sezonie sporo turystów. W większości są to osoby podróżujące indywidualnie – wycieczki pojawiają się na krótko, jadąc z Agadiru. Po dwóch godzinach pędzą dalej. Miejscowość ma trochę statut kurortu, a w czerwcu lub w lipcu zamienia się w scenę potężnego festiwalu muzyki Gnawa, o którym pisałem kiedyś do Gazety Wyborczej. To miasteczko jest swoistym pomieszaniem Zachodu z Południem.

Będąc tam przez tydzień lub dłużej, można nauczyć się w nim poruszać swobodnie omijając najbardziej zatłoczone miejsca. Cieszyć się z powtarzanych codziennie rytuałów.

Wędrówki od kempingu aż do centrum miasta nadmorską promenadą, przystanki na kawę lub herbatę z miętą zawsze w tym samym lokalu, kilka pączków kupionych popołudniami na ulicznym stoliku (pod warunkiem, że uda się wam nie zostać wypchniętym przez marokańskie kobiety z kolejki). Błąkanie się po porcie wypełnionym pomalowanymi na niebiesko łodziami i czekanie na nadejście zmroku.

W tym zdjęciu najcenniejsza wydaje mi się uchwycona chwila kojącego spokoju. Wszystko jest na swoim miejscu. Atlantyk każdego dnia cofa się i znów powraca.

Nie dzieje się tu absolutnie nic złego, jedynie czas upływa bardzo powoli.

Essaouira, Maroko / Fot. M. Głombiowski
Essaouira, Maroko

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *