3 lata temu

W samo południe w Porto Covo

Jak fotografować w podróży? Szukając ludzi, którzy wypełnią kadr. Chyba, że chcesz uzyskać obraz pustki

Fotografując w podróży, szukam zwykle jakiegoś elementu ludzkiego, który mogę umieścić w kadrze. Człowiek, pokazany nawet w oddali, czasem jako zaledwie barwna plama w krajobrazie, nadaje zdjęciom innego wymiaru. Wraz z nim pojawia się więcej znaczeń, ciekawsza historia, głębszy kontekst.

Bywa, że ludzka postać wprowadza do fotografii odpowiednią skalę, pokazując wielkość innych elementów zdjęcia. Samotny pień drzewa niewiele nam mówi o wysokości drzewa. Czy jest ono naprawdę gigantyczne, a oglądając je trzeba zadzierać wysoko głowę, czy wprost przeciwnie, to tylko krzaczek, kilkuletni młodzik zaledwie, świeżo co odrośnięty od ziemi? Porzucona w pustym krajobrazie bryła domu staje się zagadką: czy to malutki barak mieszkalny, czy potężna willa, niemal pałac? Ludzka postać zawsze jest w takich przypadkach dobrym miernikiem, jej widok w pobliżu domu, drzewa i setek innych bohaterów zdjęć, pozwala nam wyobrazić sobie ich wielkość. Potęgę lub małość. Hardość lub kruchość.

Inna sprawa, że z człowiekiem po prostu najbardziej się utożsamiamy. Często zupełnie podświadomie. Odruchowo szukamy jego obecności, dopatrujemy się jego twarzy i tego, co może ona nam mówić. Jesteśmy ludźmi, więc szukamy innych ludzi.

Wytrawni fotografowie – chociażby ci z National Geographic – radzą więc umieszczać na zdjęciach ludzi. Na tyle, na ile to możliwe, oczywiście. Z doświadczenia wiem, że ta zasada zwykle dobrze się sprawdza. Tym bardziej, że fotoedytorzy w gazetach też lubią ludzkie twarze i przychylniej na zdjęcia z nimi patrzą. Jeżeli ktoś publikuje lub myśli o publikacji swoich zdjęć w prasie, powinien o tym pamiętać.

Więc na tej ławce zapewne powinien siedzieć jakiś starszy mężczyzna podpierający się drewnianą laseczką. Lub para zakochanych nachylających ku sobie twarze i dyskretnie muskająca swoje ciała. A może dwie starsze kobiety o krępych nogach, ledwo dostających do ziemi, zatopione w codziennej rozmowie. Mógłby też stać pod drzewem mężczyzna palący papierosa. Albo chociaż załapać się jakiś przechodzień, trochę w oddali, idący na spacer z małym psem.

Nie miałem zbyt wiele czasu, plątając się po tej malutkiej portugalskiej miejscowości, myślę jednak, że czekając kilka minut, trafiłbym na kogoś, kto mógłby znaleźć się w kadrze. Tym razem jednak z tego zrezygnowałem.

Południowe miasta w czasie siesty zamieniają się bowiem w dojmującą pustkę. I to ją chciałem uchwycić. Bezruch czający się pomiędzy kolorowymi ścianami, pełzający wraz z ostrymi cieniami, zaklęty w opustoszałej ławce i zamkniętych na głucho drzwiach mieszkania.

Chwila zawieszenia, powtarzający się każdego dnia moment, gdy cały świat zwalnia, jakby już nigdy nie miał ruszyć. Między innymi za to kocham kraje śródziemnomorskie.

Porto Covo - maleństwo nad atlantyckim wybrzeżem, Portugalia

ISO-100; 1/250 sek.; f/6.3; 34 mm (dla matrycy DX)

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *