3 lata temu

Wielki Tydzień w Sewilli

Wielki Tydzień w Hiszpanii to zachwycające pomieszanie sacrum z profanum oraz zabawy z modlitwą i cierpieniem.

W trakcie Wielkiego Tygodnia Sewilla żyje na ulicy. Pomiędzy tłumami przebijają się zakapturzeni członkowie religijnych bractw, przemierzający miasto w dzień i w nocy. Mężczyźni niosą na barkach platformy z figurami świętych, a ich trasę znaczą stygnące na chodniku krople wosku, skapujące ze świec.

By poczuć narastające uniesienie, które wlewa się w każdy zakamarek miasta, trzeba być tam przez całe siedem dni.

Sprawdzać przy porannej cafe con leche, którędy maszerują dziś pochody i wbijać się w miasto, ścierając podeszwy butów wielokilometrowym marszem. Przemierzać kolejne dzielnice, pić wino, sycić wzrok elegancją mężczyzn i kobiet, zatapiać się w wibrującym w powietrzu hiszpańskim języku. Każdego następnego dnia, oddzielonego od poprzedniego krótkim snem, dawać ponieść się narastającej fali i pogrążać się w coraz głębszym transie.

Semana Santa – Wielki Tydzień – w Sewilli to czas, który nie ma sobie równych i jeżeli tylko możecie, choć raz w życiu powinniście tam przed Wielkanocą pojechać.

Z pobytu w andaluzyjskim mieście mam setki zdjęć. Są na nich ludzie roześmiani, tłoczący się w knajpkach, zajadający miejscową szynkę; są też pełne dramaturgii nocne pochody zakapturzonych postaci, są nawet twarze zalane łzami na wieść o odwołaniu z powodu deszczu procesji przygotowywanej niemal przez cały rok.

Część z tych zdjęć możecie zobaczyć w archiwalnych wpisach na blogu, a o Semana Santa  poczytać w moim tekście pisanym dla POLITYKI.

Podobnie jak rok temu, w Fotograficznym poniedziałku wybrałem jednak dla was zdjęcie nieco subtelniejsze, gdyż czasem warto pokazać mniej niż więcej i pozwolić oglądającemu samemu odtworzyć w głowie szczegóły oglądanego świata.

Środek dnia, kwietniowe, hiszpańskie słońce. Ludzie na ulicy. Kobieta i mężczyzna, z kielichami piwa w dłoni, patrzą w jednym kierunku. Widać, że na coś czekają. Moment jest podniosły. To nie jest zwykły dzień, o czym świadczą garnitury mężczyzn. Ten w środku odwraca właśnie głowę. Szuka wzrokiem kogoś bliskiego, znajomego, a może patrzy, czy miejsce przy barze jest wolne i czy można szybko kupić alkohol i tapas do przegryzienia. W jego pozycji, nieco nonszalanckiej, ale jednak czujnej i trochę dystyngowanej kryje się sporo Hiszpanii.

Symetryczna kompozycja tworzona przez kobietę i mężczyznę w bokach kadru ratuje zdjęcie – bez nich odwracający się mężczyzna byłby tylko mało czytelną plamą koloru po środku fotografii. Jego pozycja, przeciwna do kierunku, w którym spoglądają pozostałe osoby, jest równie istotna. Nadaje fotografii równowagi. Gdyby chłopak patrzył w lewo, cały kadr “ciążyłby” w tamtą stronę i zapewne by pod tym ciężarem runął.

Każdy szczegół może okazać się ważny.

Sevilla - Semana Santa - ISO 250; 1/100 sek.; f/7.1; 52 mm (dla matrycy DX)
ISO 250; 1/100 sek.; f/7.1; 52 mm (dla matrycy DX)

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *