3 lata temu

Helisa Singapuru

Chodząc po ultranowoczesnych ulicach Singapuru, nie mogę pozbyć się z głowy obrazów miasta, którego dopatrzyć się w nim dziś już trudno.

Ten prężnie działający port (drugi na świecie pod względem przechodzącego przez niego tonażu) jawi mi się jako duszne, spowite wilgocią miasto pełne opiumowych spelunek, żaglowych łodzi tłoczących się po North Boath Quay, marynarzy i chińskich kupców krążących po nabrzeżach. Prostytutek, wolnych duchów. Poszukiwaczy lepszego życia i fortuny. 

To już jednak dawno minione dzieje.

Tiziano Terzani natknął się jeszcze na okruchy tego świata kilkadziesiąt lat temu i poczuł do niego sympatię. To jego opisy miasta mam w głowie. Przeplatają się z obrazami kreślonymi ręką Josepha Conrada i szkicami w historycznych książkach.

Singapur jest dla mnie miejscem o dwóch obliczach. To nowoczesne, pełna szkła, betonu i bogactwa lśni i przykuwa uwagę, ale gdzieniegdzie, w jego łatanych w panice pęknięciach wyziera ta druga warstwa, duszna, wilgotna i daleka od luksusu.

To zadziwiające, że przy tak dynamicznym rozwoju i szaleńczym pędzie ku nowoczesności, ta zapomniana twarz miasta wciąż istnieje. Pojawia się na ułamki sekund, odbijając się w oknach kolonialnego hotelu, dudniąc na skrzypiących deskach portowego podestu lub unosząc się z wyśpiewanymi przez chór modlitwami w malutkiej Katedrze Dobrego Pasterza w centrum miasta, najstarszym kościele katolickim w Singapurze, pamiętającym 1832 rok.

To jednak tylko krótkie przebłyski, których dostrzeżenie wymaga wysiłku. To prowadząca ku dwóm wieżom hotelu Marina Bay Sands hipernowoczesna kładka Helix Bridge jest bowiem symbolem kodu DNA miasta. Wijąca się w kształcie podwójnej helisy, ocieka chromem i stalą Maszerujący po niej przechodnie wydają się nie być ludźmi, lecz elementem miejskiego organizmu, Płynącymi przed siebie krwinkami Singapuru lub mikrokomórkami podtrzymującymi tego kolosa przy życiu.

Chwilami ma się jednak wrażenie, że Singapur równie dobrze poradziłby sobie i bez ludzi. Samowystarczalny, potężny i zadowolony z siebie na każdym kroku. ♦

Powiększ

DSC_14658

Michał Obst Głombiowski

ISO-100; 1/200 sek.; f/16; 18 mm (dla matrycy DX)

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *