3 lata temu

Najlepsze wino z Alentejo?

– To najlepsza rzecz, jaką możesz wypić w Alentejo, a być może w całej Portugalii mówi Carlos Barros, właściciel knajpki Arte e Sal w Praia de Morgavel na południowo-zachodnim wybrzeżu.

W poprzecinanym promieniami słońca pomieszczeniu ulokowanym na szczycie atlantyckiego klifu przeżywam właśnie jedną z najcudowniejszych kulinarnych wędrówek po prostych smakach. Smażone sardynki, przyprószone mąką i obsypane grudkami morskiej soli to zaledwie preludium do dania przygotowywanego w kuchni – robalo, czyli okonia morskiego. W oczekiwaniu na niego, podjadam sardynki i małe mięsiste oliwki z czosnkiem oraz wychylam kolejne kieliszki białego wina Caios, miejscowego trunku, którego jakość wprawia mnie niemal w osłupienie.

Portugalski świat wina stoi trunkami czerwonymi. W Alentejo, regionie zajmującym jedną trzecią tego kraju, rozlewającym się ogromną kroplą niemal od Lizbony aż do Algarve, a na wschód po granicę z Hiszpanią, szczególnie. Polakom te wina są znane całkiem nieźle, głównie dzięki staraniom Biedronki, tu znanej jako Pingo Doce, która regularnie zalewa nasz rynek alentejańskimi trunkami. Zazwyczaj to wina zrobione bardzo porządnie, choć skala tutejszej produkcji, przewidywalny klimat oraz młode nasadzenia, sprawiają, że wszystkie są do siebie jednak dość podobne.

Caios, niepozorna butelka, która potrafi dać mnóstwo radości

Tymczasem, białe Caios, produkowane 17 kilometrów od Santiago Cacém przez Herdade do Cebolal, po pierwszym łyku katapultowało mnie w okolice winiarskiego szczytu. Wino stworzone ze szczepów Arinto i Antão Vaz, z solidną kwasowością – zmieniającą się jednak zależnie od rocznika, im zimniejszy sezon, tym jej więcej – mineralnym posmakiem, nutami tropikalnych owoców i subtelnym śladem dębowej beczki, w której leżakowało przez trzy miesiące okazuje się jednym z lepszych białych win, jakie piłem w ostatnich latach. Mimo swojej konkretnej struktury ma w sobie jakąś miękkość i ciepło, które w zestawieniu z trzymną w ryzach kwasowością dają piorunujący efekt.

Herdade do Cebolal dysponuje zaledwie 23 ha upraw winorośli i być może między innymi to decyduje o wyjątkowości powstających tam win. Jak na rozmach Alentejo, to mikrouprawa, winny butik. Prowadzący ją Luís Mota, tyczkowaty mężczyzna o wielkich ciemnych oczach i zawadiackim wąsie jawi się tej scenerii jako nieco szalony pasjonat.

Obserwując przez okno ciągnący się po horyzont Atlantyk i spowite mgłą fale zmierzające uparcie ku brzegowi, nie mogę uwierzyć, że w tej zupełnie niepozornej knajpce porzuconej niemalże pomiędzy niczym – z dala od miejscowości, większych dróg, zabytków – trafiłem na tak fantastyczną butelkę.

Oferując w Arte e Sal ryby i owoce morza, Carlos Barros poszukiwał win, które będą w stanie podkreślić ich smak i poprowadzić gości wprost w morskie głębiny, a nie na łąkę pełną eterycznych kwiatków, jak to ma w zwyczaju spora część białych trunków. Caios okazał się do tej roli wprost stworzony, co potwierdza się, gdy mój gospodarz przynosi wreszcie półmisek z grillowanym robalo.

Te ryby jeszcze dziś rano pływały Atlantyku – mówi, spoglądając na mnie spod lekko opadających powiek i pocierając pokryte siwym zarostem policzki.

Carlos Barros, mag smaków, Arte e Sal, Portugalia

Robalo, czyli okoń morski - mniej doceniany niż bacalhau - a stojący być może wyżej w hierarchii dań rybnych.

Plantacje oliwek mają dla gospodarki Portugalii równie duże znaczenie, jak hodowle dębów korkowych.

Kucharz, wiedząc, że cała magia ryb kryje się w ich świeżości, przyrządził okonia jedynie w towarzystwie plasterków cytryny i kawałków brokułu. Paski od rusztu, na którym okoń był pieczony, przełamują biel ryby. Potrawa jest genialna.

Gdy kilkadziesiąt minut później dopijam wino, obracając w myślach doznania płynące z ledwo co ukończonego posiłku, potrafię zrozumieć mieszkańców Lizbony, którzy mimo dzielących Atre e Sal i stolicę kraju niemal dwustu kilometrów, pokonują je co niedzielę, by oddać swoje kubki smakowe pod władanie Carlosa Barrosa. Krzątający się nieustannie po lokalu mężczyzna okazuje się być bowiem magiem znającym sztuczki, które potrafią pozostawić w umysłach przybywających tu osób trwały ślad. Być może nie znika on już nigdy, stając się drogowskazem prowadzącym po smakach już do końca życia.

Caios, 2012
Producent: Herdade do Cebolal
Rocznik: 2012
Kraj: Portugalia
Region: Alentejo
Apelacja: Vinho Regional Penisula de Setubal
Szczep: Arinto, Antão Vaz

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 Thoughts on “Najlepsze wino z Alentejo?”

  1. Naprawdę dobrze się czyta. W odróżnieniu od przeciętnego polskiego winnego bloga, opisującego kolejne wina z Biedronki, tu mamy historię, w dodatku opowiedziana ciekawie i smacznie.
    pozdrawiam
    jongleur