3 lata temu

Neapol – Mafia kocha turystów – stolica Kampanii

Portowy zgiełk, robotnicze biedne dzielnice i rewia mody. Neapol fascynuje różnorodnością.

TEKST: MICHAŁ GŁOMBIOWSKI, NATIONAL GEOGRAPHIC TRAVELER, 05.2016

Właściciel knajpki przyniósł mi krople na ból głowy rozpalonej 40-stopniowym upałem. Wspomniał, że lepiej nie łączyć ich z alkoholem, co nie miało już specjalnie znaczenia, bo przed chwilą opróżniłem kieliszek świetnego wina z upraw tuż pod Wezuwiuszem. Jadłem pizzę, zagryzałem mozzarellą – przyrządzaną z mleka bawolic – i zastanawiałem się, czy ten sympatyczny mężczyzna kręcący się wokół mnie płaci mafii haracz. Według autora książki Gomora, w tym mieście objęci nim byli wszyscy sklepikarze, restauratorzy i usługodawcy.

Skojarzenie z mafią, nasuwające się na myśl o Neapolu, może wydawać się dla tego miasta krzywdzące. Kamorra jest jednak stałym elementem krajobrazu stolicy Kampanii. Równie oczywistym, jak zabytki czy port. – Nie bój się, mafia kocha turystów – powiedział mi kilka godzin wcześniej recepcjonista w hotelu. – Z pieniędzy, które przyjezdni tu zostawiają płacony jest haracz. Im więcej turystów, tym lepiej dla mafii. Uważaj raczej na kieszonkowców – dodał.

Przez pół dnia sięgałem więc nerwowo do kieszeni sprawdzając, czy mój portfel jest na miejscu. W końcu dałem sobie spokój.

Zamiast denerwować się kieszonkowcami, zająłem się pizzą. Obsypana pomidorami, mozzarellą i bazylią klasyczna margherita była miękka i aromatyczna.

Drożdżowe ciasto udekorowane kolorami włoskiej flagi stało się symbolem miasta ponad sto lat temu, gdy piekarz Raffaele Esposito przyrządził je na cześć odwiedzającej Neapol królowej Małgorzaty Sabaudzkiej. Zapewne nie domyślał się wtedy, że wiek później nad jego wyrobem czuwać będzie Stowarzyszenie Prawdziwej Pizzy Neapolitańskiej. Walczy ono z wszystkimi pizzami „nieprawdziwym”. Placki znajdujące jego uznanie robione są wyłącznie ze składników pochodzących z Kampanii, a ciasto trzeba rozciągać dłońmi, a nie wałkować. W mojej knajpce pizzę męczyło rękoma dwóch zmachanych kucharzy. Stowarzyszenie nie miałoby tu za wiele do roboty.

Piękna katastrofa

Przed wieczorem upał zelżał na tyle, by na nadmorskie corso przyciągnąć spacerowiczów, do których dołączyłem. Mijali mnie elegancko odziani mężczyźni i damy w sukniach. W swojej wymiętej koszulce wyglądałem przy nich jak ubogi krewny. Czemu zostawiłem marynarkę w hotelu? A tak, przy 40 st. C. wydała mi się zbędna. Kardynalny błąd. Jakbym nie wiedział, że przyjechałem do Włoch! Zmylił mnie jednak portowy charakter miasta, wibrujący i rozedrgany, tworzony przez podejrzanych typów prowadzących jakieś szemrane interesy. Skąd mogłem wiedzieć, że pośród tej sympatycznej, acz mało eleganckiej ferajny pojawią się nagle ludzie wyjęci z filmów Viscontiego?

Spacerując, dyskutowali o polityce i stanie swojego kraju. O czym by zresztą nie mówili, brzmiało to bardzo ładnie. Catastrofe, distrutti – „katastrofa”, „zniszczone”. Słuchałem tego z prawdziwą przyjemnością.

Minąłem obściskującą się na murku młodzież – przynajmniej ona nie miała garniturów i błyszczących butów; na dobrą sprawę dziewczyny w ogóle nie miały na sobie zbyt wiele – i doszedłem do Zamku Jajecznego (Castel dell’Ovo).

W jego fundamentach ukryte jest ponoć magiczne jajko należące do Wergiliusza. Dawna rezydencja królewska, wzniesiona przez Normanów w XII w., skrzyła się w wieczornym mroku plamą światła. Obok majaczył Castelo Nuovo – Nowy Zamek. Zbudował go Karol I Andegaweński, przenosząc do niego dwór i pozbawiając w ten sposób Castel dell’Ovo większość majestatu.

W Quartiere Spagnoli, dzielnicy robotniczej, która uchodzi za serce Neapolu, okazało się, że granica pomiędzy publicznym a prywatnym nie bardzo istnieje. Piąłem się po schodkach biegnących pod spinającymi mury kamienic sznurami z praniem. Ludzie siedzieli na krzesełkach na chodniku, a młodzież klęcząc reperowała poobijane skutery. Przez okna mieszkań widziałem mężczyzn w podkoszulkach, którym żony napełniały talerze. W zaułkach piętrzyły się śmieci, czekając na służby porządkowe, które w tym mieście dawno zostały przejęte przez kamorrę (gdy ma ona akurat inne problemy na głowie, Neapol tonie w odpadkach). W końcu, spragniony, wszedłem do knajpki i poprosiłem o butelkę wody. – Później. Teraz napij się kawy – powiedział właściciel.

Wypiłem więc przy barze espresso mocne jak uderzenie pięścią. Lokal był wielkości paznokcia, a na ścianach wisiały plakaty z piłkarzami. Właściciel uśmiechał się przyjaźnie.

Patrząc na niego, pomyślałem, że mógłbym tu gdzieś zamieszkać i przychodzić codziennie na kawę. Neapol jest jednak niebezpieczny, choć nie z powodu mafii i kieszonkowców. Przy chwili nieuwagi może sprawić, że nie chcesz już z niego wyjechać. ♦

WARTO WIEDZIEĆ

DOJAZD: Najłatwiej liniami LOT do Monachium i dalej AirBerlin do Neapolu. Z Katowic lub Warszawy liniami Wizzair, cena biletu ok 500 zł. NOCLEG: Hotel des Artistes położony w historycznym centrum miasta oszałamia barokowym wystrojem i kryształowymi żyrandolami, pokój: ok. 350 zł za noc. JEDZENIE: Oprócz pizzy trzeba spróbować oryginalnego sera mozzarella z mleka bawolic oraz czerwonych win Taurasi i Lacryma Christi del Vesuvio.

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 Thoughts on “Neapol – Mafia kocha turystów – stolica Kampanii”

  1. Dla mnie Neapol to miasto cudowne, niezwykłe, jedyne w swoim rodzaju. Zgadzam się potrafi skraść serce. Zawsze chetnie tam wracam i ciągle mi mało i mało.

    1. Polecam uwadze książkę Petera Robba ‘Sycylijski mrok’, która co prawda jest w większości o Sycylii, ale zawiera jeden rozdział o Neapolu i jest to kawał naprawdę bardzo dobrej literatury. Dla miłośników miasta, rzecz wspaniała :) Pozdrawiam.