8 miesięcy temu

Nie tylko koziołki – Poznań

Hedonizm nocnych uciech przeplata się tu z surowością modernistycznej formy i historycznymi śladami początku państwa polskiego. Poznań potrafi zaskoczyć.

TEKST: MICHAŁ GŁOMBIOWSKI, KALEIDOSCOPE 02.2018

Atrakcje codzienne. Rozpacz, miłość, pożądanie. Dym i żar świec, staroświecko, niemodnie, do krwi ostatniej i białego rana”. Przypominam sobie te zdania, przeciskając się przez ludzką ciżbę. Jest późny wieczór, a zatopione w półmroku pomieszczenie poznańskiego klubu Dragon wypełniają tłum i wibrujące dźwięki saksofonu. Na scenie trójka jazzowych muzyków tworzy gęstą od nut magię. W powietrzu unoszą się drobinki kurzu, a przy barze wisi kartka z rozpiską nadchodzących koncertów – nabazgrana długopisem. Tak po prostu.

Czy będąc w Poznaniu, mogłem ominąć miejsce, które reklamuje się w takim hasłem? Które nie sili się na marketingowe sztuczki. Które jest szczere do bólu. Ten klub przygarnia cię wraz z wszystkimi twoimi nadziejami, bólem, radością, szczęściem. Jest przystanią dla życiowych rozbitków i szczęśliwców utrzymujących się na życiowej fali. Niezależnie od tego, jak akurat wygląda twoje życie, chcesz tu bywać.

Poznańska dzielnica Jeżyce przyciąga ulicznych artystów / fot. CC0
Poznańska dzielnica Jeżyce przyciąga ulicznych artystów / fot. CC0

Być może dlatego w rozmowach z poznaniakami jego nazwa pojawia się dużo częściej niż słynne rogale Marcińskie lub duch przedsiębiorczości, którym stolica Wielkopolski przez kilka lat próbowała się promować.

Mapa ważnych dla mieszkańców tego miasta miejsc nie zawsze bowiem pokrywa się z planem punktów wybieranych przez turystów.

Zamiast zachwycać się trykającymi się koziołkami na wieży Ratusza i wychylać kufel piwa na otoczonym barwnymi kamienicami Rynku, Poznaniacy zajdą raczej do baru Pyra, by zjeść – zgodnie z nazwą lokalu –ziemniaczany przysmak. Rozpoczną dzień w Poranniku, bezpretensjonalnej restauracji śniadaniowej, w której pierwszy posiłek można zjeść aż do godziny 15. Spędzą kolejne godziny, siedząc z nosem w komputerze lub zapisywanych z zapałem notesach w Świetlicy w Centrum Kultury Zamek, miejscu, w którym codzienność przeplata się z chwilami wyjątkowymi, pośpiech ze spokojem, praca z odpoczynkiem. Można tu zajść i po to, by po prostu posiedzieć nad kubkiem z kawą i patrzeć na ludzi, podsłuchiwać ich historii, pogadać o przeczytanej właśnie książce, dać wniknąć temu miastu w swoje żyły.

Czystość formy

Jasne schody, otoczone drewnianą balustradą, wiją się jak korkociąg. Płynnie przepływają obok pięter, tak jakby ich przeznaczeniem nie było prowadzanie na kondygnacje, lecz sam ruch wirujący wokół osi. Wspinaczka po stopniach prowadzących na górę Okrąglaka jest jak powtarzanie mantry. Sama w sobie daje przyjemność, zmusza do skupienia się na ruchach ciała i wyrównywaniu oddechu. Nie ma żadnego określonego celu. Jej sensem jest dotarcie do jednego z górnych pięter i spojrzenie przez balustradę w dół. Okrągła klatka schodowa tworzy abstrakcyjny wzór o idealnej harmonii. Przykład udanego okiełznania rzeczywistości, istota modernizmu. Dla osób lubiących powtarzające się linie i zabawy formą to miejsce jest rajem.

Nowy dworzec kolejowy odmienił architektoniczne oblicze Poznania / fot. CC0
Nowy dworzec kolejowy odmienił architektoniczne oblicze Poznania / fot. CC0

W modernistyczną epokę Poznań wszedł z poślizgiem. Gdy jednak już to zrobił, to z rozmachem. Okrąglak, stojący na rogu ulic Mielżyńskiego i 27 grudnia, mimo że powstał w czasie socrealizmu (budynek oddano do użytku w 1954 r., początkowo pełnił rolę centrum handlowego, dziś jest biurowcem) zdołał uniknąć typowych dla tamtego okresu banalnych ozdobników, takich jak betonowe podobizny Gagarina. Jest idealnie czystym kształtem. Wyznaczył architektoniczny rozwój miasta na kolejne trzy dekady.

Zresztą to miasto bez modernizmu wyglądałoby zupełnie inaczej. Surowe formy Domu Weterana, Areny, Marago, Domu Książki czy mieszkalnych „Telewizorów” przełamały dość konserwatywną, historyczną tkankę miejską. Rozlały się po Poznaniu ożywczą falą, nawet jeżeli nie wszystkie próby udźwignięcia wymogów stylu w pełni się architektom udały.

Katedra w Poznaniu
Katedra w Poznaniu

Na przeciwległym biegunie – stylu i epoki – leży poznański Ostrów Tumski. Wędrówka na tę wyspę o wydłużonym kształcie, obmywaną wodami Warty i Cybiny, to podroż w czasie. Przeskok do początków miasta. Do narodzin Polski.

Przez lata Ostrów Tumski tkwił na uboczu, poza bieżącymi sprawami, którymi żył Poznań. Otworzenie pięć lat temu kładki prowadzącej na wyspę od strony Śródki sprawiło, że napłynęła tu fala spacerowiczów. Wyspa odżyła, ale mimo nagłej atencji, którą ją obdarzono, udało jej się zachować kameralny charakter.

Ten skrawek lądu otacza wysoki wał ziemny. Idąc nim, nie mogę się nadziwić, że w samym centrum gwarnego szybko rozwijającego się miasta ostał się fragment świata zanurzonego w historii, niespiesznego, wciąż tkwiącego trochę w innych czasach. Jego sercem jest strzelista katedra ze słynną Złotą Kaplicą, w której skryto prochy pierwszych władców Polski, Mieszka I i Bolesława Chrobrego.

Historycy nie są w do końca zgodni, wielu jednak podejrzewa, że to właśnie w świątyni na Ostrowie Mieszko przyjął chrzest. Jest niemal pewne, że to tu, w kamiennym pomieszczeniu poprzecinanym pojedynczymi smugami światła, Mieszko I szeptał słowa modlitwy, oddając się wierze, której przyjęcie całkowicie odmieniło historię Polski. ♦

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *