9 miesięcy ago

Nowa mapa Gdańska

Przemierzać średniowieczne uliczki, podziwiać odrestaurowane kamienice, przechodząc pod złotą bramą wyznaczającą początek najbardziej znanej ulicy miasta: Długiej. I wreszcie pić kawę na Mariackiej. Gdańsk zachwyca ciągle na nowo

TEKST: MICHAŁ GŁOMBIOWSKI, KALEIDOSCOPE 03.2017

Po wysypanych brukiem średniowiecznych uliczkach przemyka wilgotny morski wiatr. W oddali grzmi buczek statku wchodzącego do portu. Mewy obsiadające barierki zanoszą się nerwowym chichotem. Te drobne ślady przypominają w Gdańsku o bliskości Bałtyku. Zobaczyć wielką wodę jest tu jednak zaskakująco trudno. Największe miasto Pomorza ulokowało się bowiem w oddaleniu od plaży, oddając nadmorskie tereny portowi i stoczni. Łącznikiem pomiędzy śródmieściem a Bałtykiem pozostała spływająca do niego Motława. W średniowieczu pełniła rolę rzecznego portu. Statki wpływały prosto do miasta, a dźwigi – ze słynnym gdańskim Żurawiem na czele – rozładowywały towary.

Morze, choć trzymające miasto na dystans, od zawsze było dla Gdańska wszystkim. Dostęp do Bałtyku przynosił pieniądze, prestiż, nowe pomysły. Zyski z handlu zamieniały się w stylowe kamienice, królewskie pałace, imponujące budynki.

O sile Gdańska od zawsze decydowała bliskość morza. Od średniowiecza rozwój miasta uzależniony był od portu handlowego/ CC0 Public Domain

Ta dawna historia wciąż jest tu żywa. Nadal można przemierzać średniowieczne uliczki, przechodzić pod Złotą Bramą wyznaczającą początek najbardziej znanej ulicy miasta: Długiej; pijąc kawę w Cafe Ferber przypatrywać się zadziwiającym detalom kamienic: wykrzywionym twarzom gargulców i sylwetkom kamiennych zwierząt. I wreszcie, zahaczając o ulicę Mariacką pełną szerokich przedproży, dojść do ciągnącego się wzdłuż Motławy Długiego Pobrzeża. A tu w jednej z dziesiątek restauracji – chociażby znad stolika Gdańskiego Bowke, w którym kucharz kusi łososiem sous-vide, podanym z risotto z nasion słonecznika i sosem hibiskusowym na nalewce bursztynowej – patrzeć na spokojny ruch rzeki opływającej dwie wyspy: Spichrzów i Ołowiankę.

Na kawę z aktorem

Jeszcze do niedawna obie straszyły ruinami starych budynków, krzakami i pozostałościami po urządzanych w ich cieniu libacjach. Próby uporządkowania terenu kończyły się spektakularnymi klęskami: bankructwami inwestorów, protestami mieszkańców, wykluczającymi się planami zagospodarowania. Los się odmienił, gdy w dawnej elektrociepłowni na Ołowiance ulokowano Filharmonię Bałtycką. Wyspa ożyła, a otoczenie zaczęło pięknieć.

Na razie ruiny na Wyspie Spichrzów oświetlono nastrojowym światłem, w wzdłuż wody puszczono drewnianą promenadę. Mroczne jeszcze do niedawna kąty rozbłysły światłami apartamentów, a Brovarnia Gdańsk otworzyła bramy, kusząc smakiem warzonych na miejscu piw.

Wyspa Spichrzów i Ołowianka przeżywają dziś drugą młodość, stając się powoli jednym z ważniejszych punktów Gdańska / CC0 Public Domain

Równocześnie jednak Ołowianka zachowała własny charakter. Wystarczy odejść kawałek, by znaleźć nieco zieleni i śladów codziennego życia. Prowizorycznych ławeczek, ścieżek wydeptanych przez mieszkańców spacerujących z psami, małych stolików, przy których trwa gra w warcaby. Trudno o lepszy dowód na to, że Gdańsk nie stał się historycznym skansenem. Miasto podąża własnym rytmem.

W tej codzienności swoje miejsce znalazł Teatr Wybrzeże, który w tym sezonie obchodzi 70-lecie istnienia. Od pół wieku bryła budynku jest głównym punktem Targu Węglowego. Modernistyczna siedziba przycupnęła w miejscu, w którym od zawsze wystawiano sztuki: już w XVI w. tutejsze spektakle przyciągały tłumy, a w 1600 r. w pobliżu powstał drewniany teatr elżbietański. Dziś Teatr Wybrzeże odwiedza blisko 100 tys. widzów rocznie. Równie silną moc przyciągania ma teatralna kawiarnia, w której można natknąć się na odpoczywających aktorów. Te kulturalne punkty – filharmonia, Teatr Wybrzeże, Teatr Szekspirowski – wyznaczają dziś nową mapę Gdańska. Nakreślona pomiędzy nimi linia biegnie przez Główne Miasto, Starówkę i mknie ku dawnym terenom stoczniowym, by trafić w końcu do osiedla Zaspa.

Historia na murach

A tu trzeba zadrzeć głowę, by zetknąć się z zawadiackim spojrzeniem kobiety o rysach Tamary Łempickiej. Zamiast po pędzel kobieta sięga jednak ku goglom opartym o czapkę-pilotkę. Powyżej przelatuje PZL 37 Łoś, polski bombowiec sprzed niemal wieku. Ta twarz ma dobre pięć metrów wielkości i spogląda ze ściany postsocjalistycznego bloku. Jest jednym z 54 wielkoformatowych murali, które rozświetlają szare otoczenie betonowych budynków w tej części miasta.

Zdjęcie zostało udostępnione dzięki TripAdvisor
Zdjęcie zostało udostępnione dzięki TripAdvisor

Osiedle Zaspa zaczęło powstawać na początku lat 70. ubiegłego wieku. Szerokie przestrzenie zalano morzem betonu, a mieszkania, w sposób typowy dla rozwiązań stosowanych w minionym systemie, ulokowano jedne na drugim, wznosząc budynki mające i po dziesięć pięter. Ambitny architektoniczny plan zapadł się jednak szybko pod własnym ciężarem: zamiast nowoczesnego miejsca do życia powstało ludzkie mrowisko.

To jednak właśnie tutaj najnowsza historia miasta tkała swoją opowieść. Jan Paweł II spotkał się z tysiącami wiernych, Lech Wałęsa w swoim mieszkaniu naradzał się ze współpracownikami, a po ulicach maszerowały polityczne manifestacje. Dziś obraz tych i innych zdarzeń zastygł na ścianach betonowych bloków.

Prawdziwy puls miasta bije dziś jednak na terenach dawnej stoczni. Przestrzeń, zamkniętą od jednej strony rdzawym budynkiem Centrum Solidarności, zaanektowali artyści, właściciele kawiarni, klubów i galerii. Jeszcze do niedawna królowali tu oszczędzający słowa robotnicy, których skupione twarze rozświetlały spawalnicze iskry. Czasy świetności Stocznia Gdańska ma już jednak za sobą. Przyciśnięta kurczącą się ilością zleceń została okrojona, a wzniesione z cegły stoczniowe hale powitały nowych lokatorów.

Ten teren jest dziś źródłem nieustannie pączkujących inicjatyw, z których niektóre – jak Instytut Sztuki Wyspa – wpisują się w krajobraz miasta, a inne znikają, pozostawiając lepsze lub gorsze wspomnienia. Urzekająca jest naturalność tego miejsca. Kryje ono w sobie zarówno ogromne ambicje, jak i sporo improwizacji. Nowe Miasto dopiero się rodzi, dając okazję obserwowania, jak pomiędzy starymi halami, przemysłowymi urządzeniami i porzuconymi gdzieś na chodniku śrubami, ścierają się nowe pomysły na Gdańsk, na sztukę, na codzienne życie. ♦

Written by Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.
 
Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za “najlepszą książkę podróżniczą 2013”. W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: “Zaklęcie podróżne – Kreta od kuchni”, będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *