4 lata temu

Pieprzny Rodan

Na nic moje wymigiwanie się i uniki – Francja ostatnio co rusz gości w moim kieliszku. Bez większych przygotowań, planów i wiedzy.

[dropcap]Przed francuskimi winami broniłem się dotychczas przytłoczony ogromem tego kraju, gatunków, apelacji, w których za nic nie można się połapać, enigmatycznych etykietek, będących tylko wskazówką do ewentualnych poszukiwań.[/dropcap] Ten francuski worek zdaje się być zbyt bogaty, by tak na oślep przebierać w nim ręką. Spore znaczenie ma także fakt, że to nie jest kraj, który proponuje wina w najlepszym stosunku jakości do ceny.

Po dość przypadkowym spotkaniem z niedrogimi, całkiem przyzwoitymi winami z Bordeaux, francuski winny szept jakoś celniej trafia do mojego ucha. Ostatnio skrystalizował się w postaci ciężkiej, zdobionej grubym tłoczeniem butelki wprost z Południowego Rodanu. Kamienne mosty, dawne akwedukty, kanciaste wieże, sporo słońca i mnóstwo winorośli. Do tego, na jednak dość niewielkiej przestrzeni, aż dziewięć apelacji. To właśnie miałem na myśli – we Francji nie ma prostych drogowskazów, to nie Hiszpania, podzielona niczym za sprawą kartografa w ogromne winne rejony, które są jak województwa; punkty na mapie, między którymi poruszasz się z całkowitą swobodą. Tu są dziesiątki niewiele większych od znaczka pocztowego apelacji, a jedna ważniejsza od drugiej.

Vacqueyras jest w Południowym Rodanie najmłodszym regionem produkującym wina jakościowe. Swoje upragnione AOC zdobył on dopiero w 1990 roku. Jak na Francję absolutny młodzik, mający na dodatek zaledwie nieco ponad 700 hektarów. Przy odrobinie uporu, da się przejść to na piechotę jednego popołudnia.

Vacqueyras Cuvee Prestige 2011 zabrało mnie w podróż pełną małych niespodzianek. Za każdym zakrętem trochę inne doznania. Dość silny owoc (wiśnia przede wszystkim), wyostrzony solidnym alkoholem, przepleciony tu i ówdzie nutą drzewną lub dymną, odbijający się co rusz od wyraźnie zaznaczonego garbnika do kwasowości. Na sam koniec zostawiający ciut ostrości, pikantny pocałunek zapadający w pamięć.

Podoba mi się to wino.

Ma swój charakter, jest zdecydowane i wie, czego chce. A przy tym, następnego dnia niczego nie traci : druga połowa butelki prezentuje się równie okazale, nabierając nieco większej aksamitności, jakby potrzebowała kilkunastu godzin na wzięcie głębszego oddechu.

Nie dowiemy się tego z etykiety (w końcu to Francja, tu uważa się pewne sprawy za oczywiste), ale wino to powstało – jak większość czerwonych trunków tej apelacji – ze szczepu Grenache z solidnym dodatkiem Syrah (to on odpowiada za tą przyjemną pieprzność).

Zanadto schłodzone Vacqueyras staje się alkoholową bombą, więc zadbajcie o jego temperaturę. Producent proponuje 16-17 st. C, ale nawet nieco cieplejsze zachowuje sporo atutów. Wino jest zachłanne na zdrową porcję tlenu i nie należy mu jej odmawiać – otworzenie butelki na godzinę przed wypiciem sprawi, że trunek znad Rodanu ukłoni Wam się w pas.

W kilku zdaniach

Vacqueyras Cuvee Prestige 2011 to dobry sposób na wejście w świat czegoś bardziej konkretnego niż pełne łagodności i owocu wina z Nowego Świata. Nie powali Was garbnikiem, ale też nie będzie umizgiwało się wygładzając każdą chropowatość. Za tę cenę możecie brać bez obaw.

Vacqueyras Cuvee Prestige 2011

apelacja: Appellation Vacqueyras Contorlee, Dolina Rodanu, Francja

producent: Ferdinand Labarthe

cena: 30 zł; Lidl

ocena: 4+/6

Tekst: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

One Thought on “Pieprzny Rodan”