6 lat temu

Początki, czyli jak pisać o podróżach, cz. 3

Jedno zdanie, od którego wszystko zależy Mówią, że ważne, jak się kończy, a nie zaczyna, ale w przypadku artykułów prasowych to nie do końca prawda. Słaby początek oznacza, że żadnego końca nie będzie - czytelnik do niego nie dotrze lub, co bardziej prawdopodobne, nie dotrze do niego redaktor i tekst nigdy się nie ukaże. Lead ma przyciągnąć czytającego do twojego artykułu, pierwszy akapit przylepić go do niego na dobre.

Jedno zdanie, od którego zależy wszystko

Mówią, że ważne, jak się kończy, a nie zaczyna, ale w przypadku artykułów prasowych to nie do końca prawda. Słaby początek oznacza, że żadnego końca nie będzie. Czytelnik do niego nie dotrze lub, co bardziej prawdopodobne, nie dotrze do niego redaktor i tekst nigdy się nie ukaże. Lead ma przyciągnąć czytającego do twojego artykułu, pierwszy akapit przylepić go do niego na dobre.

Są różne szkoły pisania leadów. Według klasycznej metody ten krótki wstęp ma przedstawić, o czym będzie tekst. Wzbudzić zainteresowanie, ożywić uczucie ekscytacji przemykające po ciele: chwileczkę, to może być fajna historia. Nie wstawiaj więc w tym miejscu suchych danych (swoją drogą, najlepiej nigdzie ich nie wstawiaj). Najgorsze co można zrobić, to wyręczać mapę, co się niektórym zdarza:

Darién to skrawek ziemi oddzielający Amerykę Północną od Południowej. Geograficzna granica przebiega w innym miejscu, jednak to Darién przyjęło się określać jako naturalną barierę przedzielającą kontynenty.

Georgia Południowa położona jest daleko od turystycznych szlaków. Niewielu może powiedzieć, że podziwiało góry wyrastające prosto z morza, ogromne kolonie pingwinów królewskich, tysiące uchatek antarktycznych i albatrosy olbrzymie o rozpiętości skrzydeł sięgającej 3,6 m.

Często stosowaną metodą jest wykorzystanie legendy, historii, mitu lub nazwy danego  miejsca i wciśnięcie tego do leadu lub pierwszego akapitu. Niestety, to już nie działa! Ilość opowiastek dotyczących danego miejsca jest ograniczona, więc nie spodziewaj się, że nikt przed tobą na nie nie wpadł.

Costa Rica oznacza w języku hiszpańskim „bogate wybrzeże”. Tak miał określić te tereny Krzysztof Kolumb, który stwierdził, że podczas dwudniowego pobytu widział tam więcej złota, niż podczas lat spędzonych w Hiszpanii. 

Madeira oznacza las. Tak nazwali odkrywcy bezludny skrawek lądu zagubiony wśród oceanu u północnych wybrzeży Afryki, porośnięty gęstwiną laurowych drzew stanowiących pozostałość pradawnych puszcz. Portugalscy żeglarze, którzy dotarli tu w początkach XV wieku, włączyli Maderę i sąsiednią wyspę Porto Santo do królestwa Portugalii.

To przykłady zaczerpnięte z jednego z magazynów podróżniczych. Fakt, redaktorzy je przepuścili i ukazały się drukiem. Czy jednak po tych kilku zdaniach macie ochotę czytać cały tekst? Ja nie.

Podstawowa zasada mówi: pisz krótko. Lead powinien mieć maksymalnie trzy zdania i to raczej nie podrzędnie złożone. Równie dobrze mogą być dwa lub jedno. Wydestyluj sedno sprawy, unikaj banałów. Na przykład tak:

Malezyjskie Borneo to dzisiaj dzicz oswojona. Wybrukowana, oznaczona i zorganizowana. Łowcy głów zamienili pióropusze na klapki i Tshirty. Śladów pierwotnej dzikości trzeba chwilę poszukać.

Sugestywnie, obrazowo, z akcją – to kolejna sprawdzona metoda. Minorka? Zamiast wypisywać, gdzie leży i jakie ma wspaniałe krajobrazy, można potraktować ją w ten sposób:

Rumaki stają dęba, wymachując kopytami nad głowami zgromadzonego tłumu. Pomocne dłonie podtrzymują konie, gdy idą przed siebie z rozwianymi grzywami. Im dłuższy marsz, tym większa euforia tłumu. 

Tu autorka znalazła ciekawą imprezę wokół której oplotła tekst. Jej lead jest interesujący i coś się w nim dzieje.

Jeżeli nie wiesz, od czego zacząć tekst, wrzuć w początek jakąś osobę, która coś robi lub mówi. I pamiętaj, że masz zainteresować czytelnika, a nie od razu odkrywać wszystkie karty. Pisząc dla Polityki materiał o  fieście Semana Santa w stolicy Andaluzji, we wstępie o samej imprezie nie wspomniałem ani słowem. Dałem za to trochę akcji, niewielką zagadkę, ale od razu określiłem miejsce i czas, w którym będzie mowa:

Na tydzień przed Wielkanocą wszystkich zajmuje kwestia deszczu. Gdy nadejdzie, będzie katastrofa. Cała Sewilla patrzy więc w niebo.

Przynudzanie w leadzie to jeden z większych grzechów dziennikarskich (mnie też czasem się to zdarza). Równie dużym jest jednak przynudzanie zaraz na wstępie. Jeżeli udało ci się napisać dobry lead, dostałeś od czytelnika kredyt. Słaby początek tekstu ten kredyt błyskawicznie wyczerpuje.

Zasady są podobne jak w leadzie, tyle, że tym razem masz do dyspozycji więcej miejsca: wykorzystaj je na akcję, dialogi, coś zaskakującego. Nie marnuj go na podręcznikowe fakty, historyczne daty i wyliczanki bardziej i mniej znanych nazwisk. Tego najlepiej w ogóle unikać, choć bywa, że musisz iść na kompromis z redakcją, która domaga się faktów. W porządku. Zderzenie czytelnika z nimi odwlekaj jednak jak długo się da.

Chronologia nie jest ważna. Początkujący autorzy tekstów podróżniczych trzymają się kurczowo kalendarza podróży. Nie wiedząc od czego zacząć, piszą o tym, że samolot wylądował, oni znaleźli autobus, potem pokój, a rano zjedli śniadanie – pasjonujące! Przestawiaj te klocki na ile się da, nikt nie powiedział, że nie możesz zacząć od końca lub środka.

A teraz coś nie o podróżach, ale mocno pouczające. Przeczytajcie początek tekstu o hip-hopie napisany przez Jamesa McBridgea (National Geographic Polska, czerwiec 2007):

Planeta hip-hopu 

James McBridge szuka korzeni muzyki, której nie można ignorować.

To koszmar, który mnie nęka: Moja córka przychodzi do domu z chłopakiem i mówi: “Tato, pobieramy się”. A on jest raperem z gębą pełną złotych zębów i bandaną na głowie. Bicepsy rozsadzają mu rękawy, zachowuje się jak oprych. A potem koszmar się pogłębia, bo zanim się obejrzę, słyszę tupot małych stópek ich potomstwa biegnącego przez mój salon i moje życie, przypominającego boleśnie o mojej hipokryzji, bo przecież w młodości ja też byłem półgłówkiem wsłuchanym we własną muzykę. Więc przeklinam dzień, w którym zobaczyłem jego twarz, będącą odbiciem mojej, żałuję, że usłyszałem jego imię, bo z przerażeniem uświadamiam sobie, że rap – muzyka pozornie bez melodii, wrażliwości, instrumentów, poezji czy harmonii, muzyka bez początku, końca i środka, muzyka, która w ogóle nie przypomina muzyki – rządzi światem. I to już nie jest mój świat. To jego świat. A ja w tym wszystkim żyję. Żyję na planecie hip-hopu.

Mistrzostwo! Dziesięć zdań, od których nie możesz się oderwać. Dziesięć zdań, które każą ci zagłębiać się w tekst (a wierzcie mi, dalej jest równie ciekawie). W tym jednym akapicie jest niemal wszystko: emocje (przeklinam dzień, w którym zobaczyłem jego twarz), sugestywny, gęsty opis (bicepsy rozsadzają mu rękawy), jasno nakreślony temat artykułu oraz krótkie przedstawienie, o co się rozchodzi (muzyka pozornie bez melodii…) i dobrze nakreślona sylwetka autora, który nie zgrywa specjalisty, ale jest osobą chcącą odkryć jak to się stało, że przeoczył jedną z ważniejszych rewolucji w świecie kultury (I to już nie jest mój świat…).

Właśnie w ten sposób pisze się dobre artykuły.

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *