10 miesięcy temu

„Homo viator” – odnowienie na nowy rok

Przynależymy do homo viator, do gatunku wędrującego.  Jesteśmy ludźmi w drodze.

W Nowy Rok otacza mnie cisza i zastygły czas, który przygniótł puchową kołdrę, spod której przez długie godziny nie chce mi się wyłazić. Niegdyś w ten dzień cisza była zwielokrotniona warstwą śniegu otulającego przestrzeń za oknem. Nie pamiętam, by kiedykolwiek w pierwszy dzień roku szalał wicher. Czasami w powietrzu wirowały pojedyncze płatki śniegu przebijające się przez zmrożone powietrze. To był jedyny ruch, który dało się dostrzec.

Teraz śnieg się już nie pojawia, a ja jestem gdzieś w innym miejscu. Pozostała ta sama zmęczona cisza, a bezruch rozlał się po mieście nie śnieżną bielą, lecz wilgotną lepką szarością.

Leżę więc w rozgrzanym łóżku, nasłuchując za oknem śladów życia. Nie ma go tam za wiele, te wielkie nadzieje i plany, poczucie panowania nad życiem, które przetoczyło się przez miasto kilka godzin temu, spaliły się wraz z puszczanymi w niebo fajerwerkami i zniknęły w czeluściach głów znękanych alkoholem.

Rozpoczynanie wszystkiego od nowa u progu zimy jest pomysłem o wątłych podstawach. Trzydziesty pierwszy dzień grudnia, które nagle ucina rok i każe myśleć o przyszłości, wypada u nas w środku szarej nicości. Czyż nie lepiej byłoby z tym całym majdanem, ruchem, nadziejami poczekać do, chociażby, wiosny, kiedy budzi się wreszcie to, co tkwiło od miesięcy we śnie?

Podróż jest wpisana w nasz ludzki los
Wędrówka wpisana jest w nasz ludzki los

Leżę w łóżku, próbując przypomnieć sobie ten pierwszy raz, gdy doczekałem północy i powitałem Nowy Rok zachowując przy tym choć odrobinę świadomości walczącej z sennymi powiekami. Nie bardzo mogę to odtworzyć, choć wiem, że niegdyś było to dla mnie ważne; wiem, że jak każde dziecko chciałem doczekać tej równej godziny, za którą miała kryć się inna rzeczywistość i jak każde dziecko rok w rok zasypiałem zanim ten nowy świat zechciał pokazać swoje świeże oblicze. Nie mogę sobie przypomnieć tego pierwszego razu, więc być może, zanim on nastąpił, stracił już moc i powab lub okazał się na tyle rozczarowujący, że nie zostawił większego śladu.

Rozrachunki, plany, podsumowania, zmiany. Lepiej je czynić nie narażając się na podmuch zimowego wiatru, który potrafi zgasić płomień zanim na dobre się on rozpali. Ta noworoczna cisza i otoczenie zredukowane do kilku odcieni szarości może być jednak znakiem, że świat czasami udaje się uprościć, zminimalizować, wydobyć z barwnego chaosu.

Idąc tym tropem, pozbyłem się więc wszelkiego naddatku i na tej stronie. Mnogość wyboru ściąłem do minimum.

Ten blog, funkcjonujący przez lata pod nazwą „Podróże reportera”, był wypełniony relacjami z podróży. Podróż nie jest jednak, a w każdym razie nie musi być, przemieszczaniem się pomiędzy punktami w przestrzeni. Nie sprowadza się do znalezienia najtańszych biletów, wypytania znajomych na Facebooku o dobry nocleg i zatopienia się w egzotykę.

To rzeczy ważne, ale tylko ułatwiające sam proces podróżowania. Nigdy się do nich specjalnie nie przywiązywałem, a praktyczne porady znajdziecie bez trudu w innych miejscach w sieci. Nie muszę więc o nich pisać.

Nowa nazwa bloga będzie kształtować jego treść. Wyznaczać poszukiwania tematów bardziej uniwersalnych. Podtytuł – Podróże/Wino/Świat – jest jakimś rodzajem kompasu, ale jego wskazówka zaznacza dość szerokie pole.

Będzie więcej felietonów, czym wracam do pisarskich korzeni. Pozostaje dział prezentujący artykuły prasowe mojego autorstwa, ale ich wybór będzie teraz ograniczony, zredukowany do materiałów, które, w moim odczuciu, są nieco bardziej pogłębione, a więc w większości przypadków też nieco dłuższe.

Wino dla początkujących zmienia się w Kęs wina, i choć wciąż w tym temacie jestem początkujący, mniej interesuje mnie już ocenianie marketowych trunków, a bardziej sam moment spotkania z winem.

Blog przybierze też nieco spokojniejszy, ale bardziej regularny cykl zamieniając się w dwutygodnik. Te zmiany są częścią większego zamysłu, rozdzielenia pisarsko-osobistej przestrzeni od czystego dziennikarstwa podróżniczego. To bowiem przeniesione zostanie w inne już miejsce, które ma szansę zmaterializowania się najwcześniej na wiosnę. O tym jednak dopiero za kilka miesięcy.

Wędrówka odmienia wędrującego. Niesie obraz Innego i pokazuje świat. Przede wszystkim podróż jednak jest lustrem, w którym widzimy samych siebie.

W jakimś sensie jesteśmy na tę podróż skazani. Wędrujemy porzucając tkwiące w nas zwierzę i szukając istoty anielskiej, by chwilę później utracić skrzydła, upaść i znów stać się zwierzęciem. To cykl, który kształtuje naszą postać, osobowość. To nieustanne zmagania z losem, z niedoskonałością, ograniczeniami. Wędrówka jest ludzką dolą, niosąc i ukojenie, i ból. Fascynującą podróżą i tułaczką jednocześnie. Na szczęście mamy podczas niej niezłe towarzystwo: Ulissesa, Odyseusza, Zorbę, Mojżesza, Alighieriego, Pana Cogito…

Przynależymy do gatunku wędrującego, do homo viator – jesteśmy ludźmi w drodze.

Tekst: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *