3 lata temu

Stilo – ostatnia dzika plaża – wyprawy po Polsce

To najspokojniejsze miejsce nad polskim wybrzeżem

Las pachnie żywicą i rozgrzanym w słońcu mchem. Czuć bliskość morza: rześki mineralny zapach wody, która rozbujała się setki kilometrów stąd, by w końcu dotrzeć do celu i liznąć niemal biały piach plaży. By do niej dojść, trzeba przejść niecałe dwa kilometry piaszczystą leśną drogą. To przyjemny i łatwy spacer.

Osetnik samotność ma wpisaną w swoje istnienie. Na mapie niełatwo go znaleźć. Kropka kilku budynków zatopionych w plamie zieleni, kawałeczek na wschód od Łeby. U schyłku lata, gdy nieliczni tu nawet w sezonie turyści rozpływają się niczym mgła, miejscowość zdaje się podążać ich śladem.

Popracujemy jeszcze może tydzień i zamykamy, trzeba kiedyś odpocząć – twierdzi Krzysztof, właściciel “U Zamojskich”, jedynej tu chyba smażalni ryb.

Kilka minut wcześniej widzieliśmy go przez drzwi do kuchni, jak na czworakach szorował z zapałem podłogę na zapleczu. Wino podane do całkiem dobrego halibuta okazało się oczywiście półwytrawne, grożąc po kryjomu etykietką Carlo Rossi, ale patrząc w pokrytą zarostem, dobrotliwą twarz Krzysztofa i słuchając jego nieco zadziornych komentarzy, można to wybaczyć. Spodziewanie się w takim miejscu chablis byłoby raczej nietaktem, chciałbym jednak doczekać czasów, gdy nawet w takich zapomnianych przez świat miejscach znajdzie się choć jedna butelka poczciwego rieslinga. Z drugiej strony, jeszcze kilka lat temu, można by tu pewnie liczyć jedynie na piwo i colę.

Grubo ponad sto lat temu kawałek tutejszego lasu trafił pod dzierżawę Michaela Stylowa, mieszkańca pobliskiego Bargędzina. Jego ceglany dom pchnął historię tego miejsca do przodu, wlewając w nią odrobinę życia. Stilo – nazwa widniejąca na tablicy przy wjeździe do wioski – jest echem tamtych czasów, mianem niosącym nazwisko dawnego właściciela. Stilo, Osetnik… Możecie wybrać, co bardziej wam się podoba.

Tysiące bezradnych meduz, złapanych w pułapkę cofającej się wody i ostrego słońca / fot. M.N.W ostatni ciepły, niemal upalny dzień tego lata, szeroka plaża usiana jest setkami wyrzuconych na brzeg meduz.

Z oddali wyglądają jak rozsypane soczewki lub denka od butelek. Galaretowane ciała rozpłaszczają się na dłoni, znacząc ją morskim chłodem i ulatującym życiem. Niektóre, wrzucone na powrót do wody, nabierają animuszu i odpływają powoli, jakby oszołomione niespodziewaną ucieczką przed śmiercią, z którą już się zapewne pogodziły. Pozostałe wirują bezładnie wraz z falami, wracając po chwili w to samo miejsce, gdzie leżały, będąc od dawna już tylko porcją słonego kisielu, którego nawet mewy nie chcą ruszyć. Podnosząc je z piasku, nie sposób się zorientować, czy ta reanimacja ma jeszcze sens, rozpłaszczone na dłoni wszystkie wyglądają równie martwo.

Ostatni raz takie ilości meduz widziałem kilka lat temu na szwedzkim wybrzeżu. Tam były jednak dwa razy większe i kłębiły się w portowym basenie.

Latarnia morska Stilo

Na plaży jest zaledwie kilka osób. Rozrzucone w tej ogromnej przestrzeni zdają się być tylko ruchomymi kropkami. Jedyny stały punkt to szczątki dawnego buczka mgłowego, który chronił statki przed ostatecznym wkomponowaniem się w nadbrzeżny krajobraz. Jego rolę przejęła wzniesiona w 1906 r. w zupełnym osamotnieniu, pomiędzy sosnami na klifie, latarnia morska. Przechylone fundamenty buczka tkwią w piachu. Spiralne betonowe schody oplatają je niczym wąż, prowadząc w pustą przestrzeń.

Bałtyk jest chłodny i spokojny. Za kilka tygodni będzie jednak z wściekłością sięgał klifów, stojących dziś w stosownym oddaleniu i w  złudnym poczuciu bezpieczeństwa.

Wyschnięte na wiór sosnowe pnie u podnóża skarp wyglądają jak połamane zapałki. Co roku morze podmywa kolejne klify, połykając zachłannie metry plaży i wysyłając rosnące na ich górze drzewa w wędrówkę, z której nie ma już powrotu.

Dziś jest jeszcze spokojnie. Otwarta przestrzeń wypełnia płuca, oczy mrużą się od słońca.

Gdy kilka godzin później wracamy do samochodu, jedyna ulica Osetnika jest pusta i pogrążona w śnie. Na piętrze, w oknie budynku należącego do Urzędu Morskiego krząta się kobieta, przygotowując w kuchni posiłek. Otula ją ciepłe światło żarówki. Każdy jej ruch pozostaje z tej odległości bezgłośny i niemy. Patrząc na nią myślę o tym, że gdzieś obok siedzi zapewne jej mąż, patrząc na kuchenny taniec żony i czekając aż kolacja będzie gotowa. Być może rozłożył na stole sztućce i ciężko opadł na krzesło.

Za kilka tygodni przez okna ich domu oprócz ciszy będzie sączył się poranny jesienny chłód. Lato nie może trwać wiecznie, ale oni dawno się z tym pogodzili. Są przygotowani.

Próby zmuszania gości do parkowania na płatnym parkingu (latem) oraz pierwsze znaki napływającej fali pstrokacizny – szyldy i reklamy – są dowodem na to, że żadne miejsce nad polskim morzem nie jest odporne na epidemię tandety. W Osetniku to wciąż jednak tylko nieznaczne ślady. Jeżeli nie przeszkadza Wam uboga infrastruktura i brak łomotu dyskotekowej muzyki, okolice Stilo potrafią zachwycić. Do miana ostatniej (niemal) dzikiej bałtyckiej plaży najbliżej im chyba z całego naszego wybrzeża.

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

15 Thoughts on “Stilo – ostatnia dzika plaża – wyprawy po Polsce”

    1. Na szczęście jeszcze kilka się ostało. Ze Stilo do plaży jest ok. dwóch kilometrów do przejścia i być może to decyduje o względnym spokoju na plaży :)

  1. Jak miło się Ciebie czyta Michale. Przemiło. Muszę zapamiętać i zaglądać tu częściej. I ten Bałtyk… A ja stęskniona w Australii.

  2. Jakże chciałabym umieć pisać w równie wciągający sposób – trafne porównania, i wszystko tak pięknie ujęte w słowa. Muszę przyznać, że zwróciłam uwagę na tytuł – Stilo ostatnia dzika plaża – byłam przekonana, że to Włochy, a tu proszę polska miejscowość – wygląda pięknie!

    http://www.travelekspert.com

  3. Pierwszy raz u Ciebie i od razu trafiam na fajny wpis! :) Fajny dlatego, że pomimo moje “grubego” kataru, “zatkanej” głowy i ogólnie złego humory przez zaziębienie, potrafiłam poczuć(!) o czym napisałeś! Ach, ta żywica i mech!! Pomogłyby! :) Zdjęcie plaży – bajeczne! Serio Polska? :)))

    Pozdrowienia!

  4. Co do polskiego morza nigdy nie mogłam się jakoś przemóc, Kojarzy mi się tylko z zimną wodą, niepewną pogodą oraz tłumem ludzi (w szczególności z Niemiec gdzie i ceny restauracje dostosowują do nich). Dzięki Twojemu postowi przekonałam się że nie wszędzie trzecie kryterium występuje!:) Super post :)
    P.s biedne meduzy :(

    1. Woda jest niestety zimna, to fakt, ale miejsca bez Niemców i innych tłumów na szczęście dadzą się jeszcze znaleźć ;) Pozdrawiam!

  5. Piękny tekst i zdjęcia! Przeczytałam z prawdziwą przyjemnością i zapragnęłam pojechać w to wyjątkowe miejsce.
    Dziękuję!Źyczę Panu kolejnych podróźy do wymarzonych krain!