8 miesięcy temu

Tanger. U brzegu Afryki

Leżący na granicy Wschodu i Zachodu Tanger jest idealnym miejscem na ucieczkę od skostniałych myśli, życiowej stagnacji i zwykłej codzienności.

TEKST: MICHAŁ GŁOMBIOWSKI, MAGAZYN LENTE, 02.2017

W lustrzanych ścianach odbija się sylwetka kelnera w bordowej marynarce. Chwilę wcześniej, unosząc wysoko dłoń, cienkim strumieniem nalał z dzbanuszka mleko do szklanki z kawą. Jego ruchy były swobodne i pewne. Śledziłem go wzrokiem, patrząc, jak prześlizguje się pomiędzy krzesełkami i rozstawia na stolikach naczynia z herbatą i liśćmi mięty.

W Cafe de Paris, w samym centrum Tangeru, przez ostatnie pół wieku zmieniło się niewiele. Wnętrze, wyłożone marmurami i boazerią, pozostało niemal identyczne, jak w czasach, gdy zbierali się w nim amerykańscy pisarze – Burroughs, Bowles, Capote, Ginsberg.

Przed gośćmi zebranymi w Cafe de Paris na Grand Soko w Tangerze ogrywany jest nieustannie spektakl codziennego życia.

Ich upodobanie do tego lokalu łatwo zrozumieć. Stanowi on nie tylko bramę do miasta, ale jest też miejscem, z którego przez długie godziny można podpatrywać swobodnie jego życie Tangeru. A czy dla pisarzy, artystów i zwykłych podróżników może być coś cenniejszego?

Przeszklone ściany lokalu wychodzą na chodnik i uliczne rondo. Przed widzami ukrytymi w kawiarni trwa nieustany spektakl. Płynący strumień ludzi nigdy nie wysycha, a w jego nurcie migają twarze wszelkiej rasy, wieku, pochodzenia. Przechodzą biedni i zamożni. Miejscowi. Ekspaci. Turyści. Drobni handlarze i sprzedawcy przekąsek. Ubrani kolorowo i szaro, elegancko i zwykle, wyzywająco i skromnie. Po europejsku lub z dumnie naciągniętymi na głowy spiczastymi kapturami dżelab. Wystarczy patrzeć i nasiąkać atmosferą miasta. I przekuć ten obraz w kilkaset słów lub szkic nakreślonymi szybkimi ruchami na kawiarnianej serwetce.

Bez granic

Tanger, leżący u brzegu Afryki, z widokiem na Hiszpanię, od 1923 r. stał się miastem wymykającym się wszelkim granicom. Stracił jasno określoną tożsamość. Rozparcelowany pomiędzy kolonialne mocarstwa, z których żadne nie chciało dobrowolnie wyzbyć się miasta położonego w tak strategicznym miejscu, stał się Interstrefą. Neutralnym skrawkiem ziemi o nie do końca jasnym statusie. Aż do roku 1956, gdy Tanger został przekazany Maroku, nie obowiązywały w nim sztywne zasady, a egzekwowanie zupełnie płynnego prawa stało się fikcją.

Petit Soko w Tangerze jeszcze kilkadziesiąt lat temu uchodził za szemrane miejsce pełne domów publicznych, dziwek i dilerów narkotyków.

Tanger szybko zdobył reputację miasta dekadenckiego. Niebezpiecznego, ale oferującego też nieskończoną ilość towarów i niezapomnianych wrażeń. Amerykańscy i europejscy pisarze odnaleźli się w tych warunkach błyskawicznie. Zaczęli do niego ściągać masowo; w ślad za nimi pojawili się muzycy i aktorzy, a później całe zastępy cwaniaczków, wolnych duchów, drobnych przestępców, handlarzy, uciekinierów, bogaczy i biedaków. Prostytutki, haszysz, seks, alkohol, szmuglowany towar. Każda zachcianka, jaka przyszła ci do głowy, w Tangerze miała szansę się ziścić, o ile tylko dysponowałeś odpowiednią ilością gotówki.

Z tych czasów pozostało już niewiele. Legenda bitników wciąż jednak gdzieś się tli. Artystyczne życie miasta stało się mniej widoczne. Zeszło do strefy prywatnej, skryło się w zaciszach mieszkań i domów. Przekroczenie granicy tego świata jest dziś trudniejsze; dostanie się do niego wymaga zwykle znajomości i odpowiedniego wprowadzenia.

Na Grand Soko życie nie zamiera nigdy. (Tanger, Maroko)

Nadal nie brakuje tu jednak ekscentryków. Większość z nich żyje w Tangerze od dziesięcioleci i to oni tworzą dziś jego legendę. Jak, chociażby, brytyjski dziennikarz Jonathan Dawson, mieszkający w kamienicy w nowej dzielnicy. Z jej tarasu rozciąga się widok na Tanger i Cieśninę Gibraltarską, ale to nie z powodu widoków to miejsce jest znane w całym mieście. Brytyjczyk, nawiązując do tradycji Interstrefy, urządza w swojej siedzibie okazałe, pełne przepychu imprezy. Na służbę najął armię karłów. Rolę domowego pupila gra kogut, którego grzebień Dawson gładzi, trzymając ptaka na kolanach.

Słynne kino Cinema Rif przeszło ostatnio gruntowną modernizację. Na zdjęciu, jeszcze przed rozpoczęciem prac – Tanger, Maroko

Cały tekst o Tangerze znajdziesz na stronie Magazynu Lente

 

Tekst: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *