3 tygodnie temu

Tygodnik (04)

W Sintrze nacisnąłem klawisz starego pianina, który nie wydał żadnego dźwięku, ale jego dotknięcie wyrzuciło z ust siedzącej obok kustoszki srogie ‚don’t touch!’

A. spytała mnie wtedy, czy gram na pianinie, ale nie gram, choć lubię czuć pod palcami chłodną gładkość jego klawiszy.

Te pytania zmuszają mnie, bym podjął trud określenia samego siebie. Wybadał własną tożsamość, o której przecież na co dzień rzadko myślę. Zastanowił się, co jest we mnie stałe, a co zmienne.

Co o człowieku mówi to, że lubi zapach rozmarynu lub to, że delikatnym ruchem ratuje zagubionego pajączka torującego sobie drogę między talerzami na restauracyjnym stole? Czy to ma jakieś znaczenie?

Szukanie odpowiedzi jest w jakimś stopniu podróżą do początków, czasów narodzin własnej osobowości. To cenne.

***
Zlewające się długi ciąg dni spędzone na nadrabianiu przy komputerze zaległości w pracy. Okresy podróży przeplatają się z momentami ugrzęźnięcia w jednej pozycji, z kręgosłupem przylepionym do oparcia krzesła. Nie da się tego raczej uniknąć, choć tym razem ta dysproporcja pomiędzy ruchem a bezruchem okazała się dość paraliżująca.

Każda wyprawa powinna mieć szansę dojrzeć i wykiełkować. Zapuścić korzenie. Inaczej szybko staje się czymś odległym, na wpół realnym.

***
„W gruncie rzeczy w sztuce powolności nie chodzi o samo tempo. Chodzi o brak pośpiechu. Pośpiech to każde działanie wykonywane zbyt szybko. Bez skupienia, bez uwagi, bez oszczędzania sił, na wewnętrznym dopalaczu, kosztem własnych głębokich zasobów.
Pośpiech jest w gruncie rzeczy znakiem niedostatku poczucia wartości własnej. Oznacza podległość wobec ludzi, dla których tak się żyłujemy. Prymat ich potrzeb nad naszymi.”

– pisze w swoim tekście dla Dwutygodnika Michał Cichy i jest to bardzo zacny artykuł. To, że zwróciłem na niego uwagę przytłoczony pracą, być może nie jest pozbawione znaczenia, ale przecież te słowa nie są ważne tylko dla mnie, jak sądzę.

***
Wieczorami wypatruję chrząszczy majowych, które wbrew swej nazwie pojawiają się tu zawsze w czerwcu. Trochę mi brakuje ich tępego tłuczenia się o szyby, szurania sztywnymi nóżkami po drewnie podłogi i uporczywego czepiania się moich palców, gdy próbuję je wywabić z opresji wpadnięcia do czeluści mieszkania.

Ich obecność jest obietnicą, że powtarzalność tego świata nigdy się nie kończy i wszytko można przeżyć raz jeszcze.

Czekam.

Tekst: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Categories Tygodnik WszystkieTags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *