6 miesięcy ago

Tygodnik #05

Po zmroku słyszę spadające przedmioty.

Uderzają głucho o ziemię lub metalicznie brzęczą, gdy wpadną w trawę. Ich rytm jest nierówny. Raz spadają długą serią, zaraz po sobie, by kiedy indziej eksplodować raz jeden i dać wybrzmieć ciszy.

Butelki po alkoholu, aluminiowe puszki po piwie. Niezjedzone bochenki chleba. Twarde warzywa, nikomu już niepotrzebne, być może nadżarte pleśnią i zgnilizną. Szeleszczące gazety z nagimi kobietami, ale częściej połyskujące w ciemności krążki płyt dvd, które, już rano, ujawniają obfite kształty nadrukowanych na nich aktorek, dawno pogodzonych z tym, że na ich twarze wzrok oglądających pada najrzadziej.

Rozcinające powietrze przedmioty ciskane gdzieś z górnego piętra, znaczą trawnik przez kilka dni, by w końcu zniknąć w białym wiadrze sprzątaczki przemierzającej raz w tygodniu gęstą zieleń ciągnącą się pod oknami.

A więc mimo upływu tysięcy wciąż jesteśmy tacy sami! W starożytności ludzie ciskali zbędne przedmioty i odpadki prosto w czeluście morza, wierząc, że woda zabierze je do niemającego granic Nigdzie. Dziś to Nigdzie zaczyna się zaraz za oknem wiszącego kilkanaście metrów nad ziemią mieszkania. Otoczony framugą prostokąt przyjmuje wszystko bez sprzeciwu, pochłaniając każdą rzecz, której już nie chcemy.

Wieczorami, z każdym uderzeniem szkła o ziemię, z każdym głuchym plaśnięciem dudniącym w ciemności tracę wiarę w ludzkość.

***
Poranny deszcz nie wymazał głosów wróbli. Zmoczył chodniki i świeże zielenią liście, ale ptaki nie zamilkły ani na chwilę. To jest możliwe jedynie teraz, pod koniec wiosny i w początkach latach, gdy świat jest tak rozbuchany życiem, że nie może zmyć go żadna woda.

Lubię ten moment, gdy deszcz wkomponowuje się w przestrzeń. Nie dominując, ani nie naruszając jej w żaden sposób. Obiecując po prostu, że możesz wyjść na dwór i usłyszeć, jak krople uderzają o materiał parasola. Lub sięgnąć myślą do tych wszystkich chwil, gdy leżałeś w namiocie, a deszcz grał na jego płótnie sprawiając, że czułeś się bezpieczny i szczęśliwy.

***
Gdy wyszedłem ze sklepu, na parkingu przed wejściem stał biały volkswagen transporter. Miał odsunięte boczne drzwi, a wieczorne światło tańczyło w jego wnętrzu. Obok kilku ludzi bez pośpiechu paliło papierosy. Od razu pomyślałem, że nie są stąd, że przybyli z innej przestrzeni pokonując długą drogę, a ich samochód stał się dla nich wehikułem i domem równocześnie.

Przez kilka sekund poczułem zazdrość, nie mającą w sobie nic z zawiści ani złośliwości. Zupełnie proste w swojej istocie uczucie, bo przecież dziesiątki razy w ten sam sposób podróżowałem, choć nigdy akurat takim samochodem. Doskonale znam te momenty, gdy jest się w drodze, przystaje się na chwilę, by zrobić sprawunki, powietrze jest ciepłe, wiatr lekko dotyka twojej skóry, a ty przez krótkie, acz powtarzające się chwile wiesz, że nie możesz doświadczyć wielu lepszych rzeczy, niż to, co właśnie dostałeś teraz od losu.

Wybrałem się więc wieczorem do sklepu po chleb, niedaleko domu, a znalazłem cząstkę dalekich podróży.

I poczułem, że jestem już tym skażony. Że być może nigdy się od tego nie uwolnię i poczucie pełni może mi dać tylko to niespieszne przemieszczanie, pokonywanie drogi, wielomiesięczne, uparte i być może bezcelowe.

Te krótkie momenty, gdy bierzesz oddech i czujesz, że wszystko jest takie, jak być powinno, a fakt, że jesteś tam, gdzie akurat jesteś napawa cię czystym spokojem. Niewiele jest rzeczy, które mają taką moc – może co najwyżej dotyk czyichś palców, które chwytają cię na sekundę czy dwie za dłoń, kierując twoimi krokami tak byś wyminął grupkę ludzi przed tobą, gdy się zagapiłeś – więc prawdopodobnie powinienem dawno się już z tym pogodzić i poszukać wreszcie jakiegoś volkswagena transportera.

Written by Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.
 
Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za “najlepszą książkę podróżniczą 2013”. W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: “Zaklęcie podróżne – Kreta od kuchni”, będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *