2 miesiące temu

Tygodnik #08

Zapach i dźwięk. Tylko one potrafią tak z nami igrać, wysyłając nas w ciągu sekundy w podróż zaprawioną nostalgią.

Gdy idę nad morze, patrzę na ludzi próbujących korzystać z lata, mimo niedostatków pogody. Zanurzają się blisko brzegu w zimnej wodzie.

W skali plaży i całego wybrzeża, ci ludzie wydają się drobinkami. Siedząc jednak wprost na piachu, przypominam sobie zdjęcie, na którym surfer płynie wewnątrz morskiej fali w otoczeniu  śmieci. Nie jesteśmy drobinkami. Jest nas 7.5 mld i każdy nasz ruch pozostawia ślady.

Ten nieustanny ruch porzuconego tworzywa sztucznego, płynącego przez cały świat, trochę mnie fascynuje. Stworzyliśmy potwora, nad którym dawno już przestaliśmy panować. Gigantyczną masę, wciąż dryfującą, żyjącą własnym życiem.

Większość plastikowych odpadów prędzej czy później trafia do mórz i oceanów. Znika nam z oczu, bo przecież mało kto z z nas o morzu wie coś więcej. Mało kto przemierza go na tyle często, by widzieć, że wrzuciliśmy do niego dosłownie wszystko. 

Fundacja Ellen MacArthur obliczyła, że każdego roku do mórz trafia od 5 do 13 mln ton plastiku, a eksperci twierdzą, że osoby jedzące regularnie owoce morza, spożywają każdego roku 11 tys. małych fragmentów plastiku. 

Jak podaje Huffington Post, badacze prognozują, że do roku 2050, w oceanach będzie więcej plastiku niż ryb.

Paradoksem jest to, że tworzywo sztuczne łatwo poddaje się recyklingowi. Podlega mu jednak zaledwie 5-6 proc. surowca. Dlaczego? Bo butelki plastikowe z odzyskanego materiału nie mają krystalicznie przeźroczystej powierzchni. Są zmatowione. Ludzie ich nie chcą. Nie podobają im się.

Czasem więc właśnie o tym myślę, będąc nad morzem, myśląc też o tym, że to wspaniały temat na grubą książkę, którą mógłbym przecież napisać.

***

Rano, przyrządzając kawę, rozłupuję łupinki nasionek kardamonu. Ich zapach momentalnie otwiera bramy i drzwi, prowadzi wprost do targu w Dubaju, gdzie je kupiłem, a później do Hondurasu, w którym spędziłem sporo czasu na kardamonowej farmie w towarzystwie konia, cierpliwie niosącego mnie na grzbiecie oraz Carlosa, który zjadł w ciągu tamtego dnia więcej ziarenek kardamonu niż wypowiedział słów.

W tej wędrówce, zapoczątkowanej przy porannym posiłku, są jeszcze przystanki w Syrii i Libanie. Piekielnie mocna kawa z cukrem rozlewana na ulicy z poobijanych srebrnych dzbanków. Mikroskopijne plastikowe kubki.

Syria. Podróż przez pustynię. Dym papierosa. Spokój.
Syria. Podróż przez pustynię. Dym papierosa. Spokój.

A później wypalone wraz z kierowcą i jego współtowarzyszami papierosy podczas jazdy blaszaną furgonetką. Pamiętam, jak rozmawiali ze sobą leniwie, a ja nic nie mogłem zrozumieć z ich języka, czułem się jednak – w tej pachnącej pustynią i samochodowym smarem przestrzeni – bezpiecznie i swobodnie. Jechaliśmy wprost spod irackiej granicy, miejsca, gdzie niegdyś kończył się świat Cesarstwa Rzymskiego, a ja miałem wrażenie, jakbyśmy powoli wracali do teraźniejszości (o tej podróży możecie przeczytać w moim materiale dla Onet.pl)

Setki miejsc, dziesiątki osób, nieskończona ilość barw – pojawiające się w kilka sekund wraz z wątłą smużką zapachu malutkich ziarenek kardamonu na samym początku dnia.

Zapach i dźwięk. Tylko one potrafią tak z nami igrać, wysyłając nas w ciągu sekundy w podróż zaprawioną nostalgią, bo przecież wszystko, co minęło i było dobre jest trochę nostalgiczne. Chwytają silnym uściskiem i sprawiają, że po całym ciele rozlewa się fala ciepła.

Kilka słów dawno niesłyszanej piosenki. Ledwo już wyczuwalny zapach perfum, snujący się we włóknach ubrania. Woń mokrego piachu i wikliny na wydmach. Rozgrzany liść figowca.

To wszystko oczywiście trąci trochę banałem, ale czyż to nie on pozwala nam nie przegapić własnego życia?

Tekst: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *