3 miesiące ago

Tygodnik #14

Poczułem się jak w domu. Choć przecież w nim nie byłem.

Każdy kraj ma swój zapach, choć czasem trudno go wyłapać. Najłatwiej o to tuż po przybyciu na miejsce, w pierwsze godziny, gdy umysł nie jest jeszcze znużony płynącymi bodźcami.

Gdy wyszedłem z terminalu lotniska w Mandalay, dzień powoli się kończył, a niebo na Birmą było przyszarzałe od monsunowych chmur. Kilkanaście minut wcześniej patrzyłem z góry na rzekę Irawadi, która niemal zgubiła nurt, stając się ogromnym rozlewiskiem; przestrzenią, na której przez następne miesiące miało toczyć się życie przesiąknięte wilgocią.

Irawadi, Birma

Powietrze było ciepłe, a ubranie momentalnie przylepiło mi się do ciała. Jak tylko wyszedłem na parking, na którym czekał nasz busik, zrozumiałem że Birma pachnie inaczej niż Tajlandia. Powietrze przesycone jest lekką słodyczą, której źródła nie potrafię jednak wyłuskać. 

To nadal był tak charakterystyczny zapach Azji, na nim jednak rozpięta była ta słodka nuta. Pomyślałem, że Birma pachnie przyjemniej niż Tajlandia. Nigdy nie wiesz, czemu jeden zapach cię przyciąga, a inny nie, jest w tym jakaś chemia, tajemne prawidła, których nie rozumiem. Mogę im tylko ulec, niezależnie od tego, co w efekcie mi to przyniesie.

***

Yan Naing Tun, człowiek, który pokazał nam ten skrawek Birmy – Mandalay i najbliższe okolice – opowiedział historię z dzieciństwa, z czasu, gdy zakochał się w najśliczniejszej dziewczynie w klasie.

Nie on jeden, więc codziennie, w drodze do szkoły rywalizował z kilkoma kolegami o to, komu uda się być pierwszym i towarzyszyć wybrance w drodze z domu. Czekali na nią na skrzyżowaniach i mogę naprawdę wyobrazić sobie co wtedy czuli, czekając w zniecierpliwieniu i lekkiej trwodze na to, czy ona dziś przyjdzie i czy zaszczyci ich swą uwagą, czyniąc ten dzień cudownym lub czarnym jak kałuża na asfalcie. Każdy z nas to zna, niezależnie od tego, czy mieszka w Polsce, Birmie, czy Kanadzie.

I któregoś dnia młodziutki Yan wykombinował, że jeżeli przebiegnie ulicę i ustawi się po jej drugiej stronie, będzie szybszy niż pozostali i tym razem mu się uda. Ruszył więc biegiem, gdy tylko błysnęło zielone światło na skrzyżowaniu i biegł tak, aż poczuł, że nie może się ruszyć i zrobić już ani jednego kroku. 

Sarong, którym tu przepasają się niemal wszyscy mężczyźni i chłopcy, zaplątał się w koło przejeżdżającego motoru i biedny, zakochany po uszy Yan pozostał nagle – jednym gwałtownym ruchem – na środku ulicy bez dolnej części garderoby. A że gdy jest ciepło, pod sarongiem nie nosi się już tu zwykle absolutnie nic, ze stojących wokół aut ryknął gromki śmiech, a dla Yana stało się oczywiste, że właśnie przeżywa najgorszy dzień swojego życia. I nic już nie mogło go odmienić, gdyż, oczywiście, właśnie wtedy, nadeszła z naprzeciwka jego wyśniona miłość.

Naked Yan.

Opowiedział nam to, gdy jechaliśmy przez miasto. Przyznał, że zawsze, gdy mija to skrzyżowanie czuje nagły ścisk i szybsze bicie serca. Po tylu latach…

I wiedziałem wtedy już, że to są właśnie historie, które trzeba zbierać. To one czynią każe miejsce ludzkim i interesującym. To o nie właśnie chodzi w podróżowaniu. O to, by ich wysłuchać, zebrać je, poznać i poszukać w nich własnego odbicia. To nie tanie bilety, adresy polecanych knajp, okazyjne zakupy są ważne. Ważny jest człowiek i jego historia. Wpleciona w miejsce i czas. Powinnością pisarzy jest przekazanie ich innym.

***

Dawno nie chodziłem boso.

Kilka godzin stawiania stóp w trójkącie prowadzącym od zielonych lekko chłodnych kafli, przez gładkość drewnianych paneli, do chropowatych zimnych płyt z szeroką fugą na balkonie, aż do cudownie miękkiego dywanu o długim włosiu. Gdy przesunie się po nim piętą, zamienia się w szereg jasnych lub ciemnych plam, niczym zboże targane na polu przez silny wiatr. Zanim opadałem na kanapę ze szklanką wody z cytryną, syciłem się ich dotykiem. Ciepłem otulającym skórę, wciskającym się między palce i pojedynczymi smugami dotykającymi wierzchu stopy.

Poczułem się jak w domu. Choć przecież w nim nie byłem.

Written by Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.
 
Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za “najlepszą książkę podróżniczą 2013”. W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: “Zaklęcie podróżne – Kreta od kuchni”, będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *