3 miesiące ago

Tygodnik #15

Wytarłem lepkie od potu palce, do których moneta kleiła się jak śpiący do poduszki. Przetestowałem kilka nominałów, oceniając w dłoniach ich wagę i kształt. Bez skutku

W Gazecie Wyborczej czytam, że jedynie 10 proc. ludzkości ma zielone, szare i niebieskie oczy? Ze swoim ciemnym brązem należę więc do większości. Wtapiam się w pospolity tłum.

Zakładając – z dużym uproszczeniem – że te trzy kolory rozkładają się w tych 10 procentach po równo, można przyjąć, że na każdą z barw przypada 3.33 proc. ludzkości.

Patrząc komuś w zielone oczy, mam więc przed sobą coś wyjątkowego.

***

W cyklu Nogaś na stronie Wojciech Jagielski i Paweł Smoleński (obaj pracują lub pracowali w Wyborczej) snują wspomnienie o fotoreporterze Krzysztofie Millerze. Jego zdjęcia towarzyszyły mi przez kilkanaście lat, gdy u progu własnej drogi zawodowej przerzucałem z zapałem Magazyn wydawany przez Gazetę.

Fotografie zmarłego w ubiegłym roku Krzysztofa można teraz oglądać w świeżo wydanym albumie o dość przygnębiającym tytule Fotografie, które nie zmieniły świata oraz na wystawie w warszawskiej galerii ZPAF. To krótka, acz pochłaniająca do cna wędrówka przez ceglane pomieszczenia dwóch, czy trzech niewielkich sal. Rozpięto w nich wydruki przedstawiające świat, którego już nie ma.

Krzysztofa też już nie ma. Do dziś żałuję, że przechodząc kilka lat temu koło tej samej galerii, w której dziś zebrano jego zdjęcia, nie zaszedłem na wernisaż jego prac, który właśnie się tam odbywał. Nie pamiętam już nawet, czemu przeszedłem obok. Wtedy Miller jeszcze żył.

Z opowieści Jagielskiego i Smoleńskiego wyłania się postać Krzyśka, który mimo swojej nieśmiałości, skupiał się po prostu na pracy. Niepewny jej efektów, targany wątpliwościami, nie zawsze dostrzegający własny talent. Próbujący jednak wykonać ją najlepiej jak się da. Wiedziony pasją opowiadania o świecie.

Wyłania się też postać postawnego człowieka o twarzy Piotrusia Pana, który uwielbiał się przytulać. Mogę go zrozumieć.

***

Wydobywając przy kasie drobne z kieszeni, przypomniałem sobie nagle o tym, jak kilkanaście dni temu w świątyni Lamphun w Tajlandii, wiecznie uśmiechnięty Taj, który przez jakiś czas nam towarzyszył, pokazał nam wykuty w kamieniu kształt stopy Buddy.

Wierzymy, że jeżeli postawisz w tym miejscu monetę na jej krawędzi, spełni się każde twoje życzenie – wyjaśnił swoim łagodnym głosem. – Wy, w Europie, wrzucacie monety do wody, my ustawiamy je tam, gdzie Budda odbił ślad stopy.

To nie było tak łatwe. Dla nas. On ustawił ją w jakieś trzy sekundy. 

Uparłem się jednak. Wytarłem lepkie od potu palce, do których moneta kleiła się jak śpiący do poduszki. Przetestowałem kilka nominałów, oceniając w dłoniach ich wagę i kształt. Bez skutku. W końcu przestudiowałem powierzchnię kamienia, szukając na niej bruzd i wgłębień. Po jakimś czasie znalazłem ich wystarczająco dużo

Moje życzenie, jeżeli się sprawdzi, skomplikuje wszystko jeszcze bardziej. Poszedłem jednak za instynktem. Za tym co wypłynęło ze mnie pierwsze.

Czasem zastanawiam się, czy moja moneta wciąż tam stoi.

Written by Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.
 
Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za “najlepszą książkę podróżniczą 2013”. W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: “Zaklęcie podróżne – Kreta od kuchni”, będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *