10 miesięcy temu

Tygodnik #23

Rok krótkich podróży. Ważnych zdarzeń. Gęstych nocy.

Styczeń

Spokój przerywany nadciągającymi co jakiś czas falami. Porządkowanie najbliższej rzeczywistości daje poczucie – złudne – panowania nad życiem. Potrafi jednak nieść trochę przyjemności. Przestawianie, dokręcanie, przesuwanie. Przyglądanie się, czemu nie działa i co można zrobić, by zadziałało.

Na Cyprze wieje silny wiatr. Dzień po dniu. W górach leży szron i w płóciennych butach marzną mi stopy. Nad morzem słońce skrzy się w wodzie. Ser haloumi, wyjęty przed minutą z gorącego gara, smakuje jak kawałek nieba.

Luty

Moje trzecie dziecko – Zaklęcie podróżne – idzie w świat. Papier szeleści tak jak powinien, choć czarno-białe zdjęcia wychodzą w druku nieco zbyt ciemne (na złamanym pdf-ie nie dało się tego dostrzec). Ta książka płynie trochę obok mnie. Nadal ją lubię, ale jest już tylko córką, którą obserwuję z oddali, a wieści od niej – choć optymistyczne – napływają dość sporadycznie.

Marzec

Dubaj – miasto surrealistycznego snu. Równoległych światów, spotykających się rzadko i wyłącznie według jasno określonych reguł. Jadąc autem, patrzę na mijające mnie busiki wiozące robotników z budów. Mają umęczone, apatyczne twarze. Gdzieś za nimi jedne z najwyższych budynków świata dźgają niebo.

Pływam w ciepłych wodach Zatoki Perskiej, nie wiedząc jeszcze, że będzie to jedyna morska kąpiel w tym roku. Morze działa tak, jak zawsze – odpręża i koi.

Mam w głowie duży materiał o Dubaju. Wciąż go nie napisałem. Nie wiem do końca dlaczego.

Dubaj - miasto przyszłości spotyka się z historią
Dubaj . Najstarsza dzielnica, przypominająca o tym, że to miasto wyrosło nad morzem. Kilkadziesiąt lat temu było zaledwie niewielką wioską poławiaczy pereł.

Kwiecień

Dostaję od Subaru Forestera z automatyczną skrzynią biegów i jedziemy przez Ukrainę do Mołdawii. Jest koniec kwietnia, w bukowych lasach kwitną zawilce. Pokonywanie drogi jest przyjemne. Rozmawiamy w jej trakcie z dzierżącym w dłoniach kamerę M. o świecie. Zbaczamy na poważne tematy, tak jakby ta podróż miała dać nam odpowiedzi na wszystkie nurtujące nas pytania.

W Mołdawii pada śnieg. Łamią się drzewa i gałęzie. Rząd posyła na ulice wojsko i straż pożarną, by uporały się jakoś z kataklizmem. Kwiaty orzechów i drzew owocowych nikną w oczach. Mołdawscy winiarze, na myśl o tegorocznych zbiorach, załamują ręce.

Po powrocie zostaje mi w kieszeni nieco hrywien i lei. Myślę o tym, że mogę w tym roku jeszcze tam wrócić. Przydadzą się. Wystarczy latem wsiąść w samochód i pojechać przed siebie. Jak kiedyś. Jak wiele razy. Fale jednak są już zbyt wysokie.

Maj

Lizbona. Ulepiona od podstaw. Nabierająca nowego znaczenia.

W tym mieście przenika mnie całkowity spokój. Tak, jakby wszystkie sztormy minęły. Jakby wystarczyło być. Patrzeć, czuć zapach, delikatnie, niemal niezauważalnie dotykać.

Spędzamy z A. mnóstwo czasu przed hotelem, rozświetlając głęboką noc żarem papierosa. Czasem siedzimy na ławce, a czasem na murku. Wszystko wydaje się prostsze. Rankiem nie jesteśmy w stanie zwlec się na śniadanie i początek każdego dnia spędzamy z burczącymi brzuchami. Nieoczekiwanie wyruszamy razem w drogę.

Miasto wynosi mnie na szczyt uważności. Wpełza w każdy mój zakamarek, powoli, ale stanowczo rozgaszcza się, przejmuje, kusi. Zapamiętuję niemal wszystko. Czasem trudno mi w to uwierzyć. Nie spodziewałem się tego.

Lizbona nocą. Czmychanie z restauracji na papierosa. Patrzenie na miasto. Wino we krwi
Lizbona nocą. Czmychanie w restauracji na papierosa. Patrzenie na miasto. Wino we krwi

Czerwiec

Czekam, aż pojawią się chrząszcze majowe. Wbrew swej nazwie, zawsze nadlatywały w czerwcu. Wypatruję ich, jak dobrych znajomych. Wyczekuję nieporadnych kształtów, dźwięku tępego tłuczenia się o szybę, chrzęstu chitynowego pancerzyka na podłodze. Czuwam, by móc je ratować z opresji, wybawiać – niczym Bóg – z ich głupich poczynań i zbędnej szamotaniny. Mówić im: wszystko będzie dobrze. Odwracać je na nogi i przywracać światu.

Żaden nie przylatuje.

Lipiec

Wieczory są chłodne. Siedząc na plaży i pijąc wino, trzeba otulać się kocem i chować pod nim stopy.

Głęboką nocą odwiedza nas lis. Krąży po piachu w świetle gwiazd. Już kiedyś go spotkałem. Patrzyliśmy wtedy na niego stojąc blisko siebie, oniemiali i pełni radości. Czarownik snów, zapowiadający chwile swobodnego radosnego lotu, grożącego jednak katastrofą. By poczuć ciepło, musisz zbliżyć się do ognia. Czy możesz się nie poparzyć?

Sierpień

Paryż. Zachwycający. Robiący z człowiekiem, co zechce.

Codzienne przemierzanie niekończących się kilometrów. Niemal zawsze pieszo. Ulica odbijająca od Placu Republiki staje się przez moment domem. Znajomym kształtem, który można sobie wyobrazić wracając do hotelu.

Jemy tarty cytrynowe i sałatę na drewnianych leżakach koło Panteonu. Przesiadujemy w parkach. Nie odwiedzamy żadnego muzeum. Kawałki tego świata posyłam co jakiś czas do Polski.

Dziewiąty koncert U2 w życiu. Długie godziny wyczekiwania pod bramami Stade de France,  w kolejce, by złapać miejsca blisko sceny. Jest już trochę inaczej niż podczas poprzednich koncertów. Wszyscy jesteśmy starsi. Bardziej poturbowani. Chwilami zmęczeni. Wciąż jednak jesteśmy. Z uporem powtarzamy to, co robiliśmy tak wiele razy. Te dźwięki nadal potrafią być piękne.

U2 The Joshua Tree Tour - drzewko powróciło
U2 The Joshua Tree Tour – drzewko powróciło

Wrzesień

Kręcę się po Gdańsku, szukając tematu na książkę. Ogrom materiału mnie trochę przeraża i na razie wszystko pozostaje w strefie mglistych planów.

Uświadamiam sobie, że zaczynam unikać ich wytyczania. To niezbyt dobrze, ale być może to taki  okres w życiu, kiedy dociera do mnie, że nie da się zapanować nad losem. Gdy czegoś oczekujesz, dostajesz nagle coś innego. Obracasz to w dłoniach, coraz bardziej tym zainteresowany i pochłonięty. Nie masz pojęcia, co w efekcie ci to przyniesie. Ból i smutek, czy radość i szczęście. Nie wiesz, więc nie planujesz.

Patrzę i słucham. Czasem dotykam.

Tajlandia i Birma. Azja wita mnie jak starego znajomego. Szukam tego, co przynosi mi radość. Kupuję świeże kokosy i wysysam z nich sok. Moknę w monsunie. Wdycham ciepłe, lekko przegniłe powietrze. Rozmawiamy dużo z A., który kurzy elektronicznego papierosa. Stawiam w buddyjskiej świątyni monety na ich krawędzi, wypowiadając życzenie, które – jak się później okaże – ma szansę się spełnić. Płynę Iriwadi i obiecuję sobie do Birmy wrócić.

Październik

Kaukaz Północny. Piękna wyprawa z pięknymi ludźmi. Toczymy długie rozmowy, przemierzając surowe góry. Z zatkanym od kataru nosem chrapię po nocach M., któremu przyszło być moim współlokatorem w pokojach hotelowych i namiocie.

Dużo się śmiejemy. Z uporem szukamy na tym bezludziu Wi-Fi. Nie potrafię zerwać nici wiążących mnie z krajem.

Kaukaz Północny - niekończący się przestrzeń, ogrom, piękno
Kaukaz Północny – niekończący się przestrzeń, ogrom, piękno

Listopad

Dźwięk morza wpływa przez okno i pozwala mi zasnąć. Gdy się budzę, jest pierwszym głosem, który słyszę.

Mało śpię, a noce są tak gęste, że ledwo się przez nie przebijam. Patrzę na statki tkwiące w ciemności na redzie. Piję wino z małych butelek na mokrej plażowej ławce. Rozciągam czas, próbując wyłuskać z niego każdą sekundę. Mam świadomość jego ograniczonych zasobów. Zbliżającej się chwili, która sprowadzi mnie na ziemię.

W nocy chłodny deszcz moczy mi czoło i policzki. Powietrze jest jednak ciepłe. Wszystko się nagle zmienia i nie ma już odwrotu.

Powoli uczę się mówić.

Porto. W tym roku Portugalia już po raz drugi. Podróż pełna swobody. Bliskość znanych mi osób. Te nieznane okazują się równie ciekawe. Patrzę na R., dla której to trochę wędrówka sentymentalna i zastanawiam się, które miejsce i który kraj ma dla mnie podobne znaczenie. Czuję, że oboje coś straciliśmy. Zostały nam wyprawy z przeszłości lub szukanie nowych dróg.

Grudzień

Życie daje czasem człowiekowi szanse, ale jeżeli jest się zbyt tchórzliwym albo niezdecydowanym żeby z niej skorzystać, życie zaczyna od nowa rozdawać karty. Jest taki moment kiedy można coś zrobić aby zdobyć szczęście, ten moment trwa kilka dni, czasem kilka tygodni, a nawet miesięcy, ale następuje on raz i tylko raz, nie można do niego wrócić, brak już miejsca na entuzjazm, na pewność siebie i wiarę, pozostaje jedynie łagodna rezygnacja, wzajemna i pełna smutku litość, niepotrzebne a zarazem smutne uczucie, że coś mogło się zdarzyć, nie okazaliśmy się po prostu godni daru, który został nam ofiarowany.

– Michel Houellebecq / Mapa i terytorium

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *