1 miesiąc ago

Tygodnik #25

Gdyby został ci miesiąc życia, co byś przez ten czas robił?

To drastyczne pytanie, ale potrafiące nieco rozjaśnić sytuację.

Prawda jest taka, że niemal wszyscy tkwimy na co dzień w czynnościach, które nie mają znaczenia. Są błahe. Wydają się konieczne, ale tylko dlatego, że nie zadajemy sobie nigdy pytania o ich ważkość. Myślimy, że mamy przecież więcej niż miesiąc życia. Gubimy się przy tym w nadmiarze, w nieograniczonym wyborze, skutkach decyzji, które nie zawsze sami podjęliśmy. W niekończącym się morzu rzeczy koniecznych do zrobienia.

Czasem jednak trzeba zadać sobie pytania. Podjąć decyzje.

Czy wiedząc, że został ci miesiąc życia dalej wykonywałbyś swoją pracę? A jeżeli tak, czy wyglądałaby ona tak samo, jak teraz, czy zostawiłbyś w niej tylko to, co uważasz za naprawdę istotne? Czy tkwiłbyś w urazach i obrazie, czy uznał że szkoda na nie czasu? Wybaczał? Z kim byś się spotkał? Czy wolałbyś być sam, czy w towarzystwie? Chciałbyś żyć z tym, z kim jesteś teraz, czy jednak z kimś innym?

Kto – albo co – staje się najważniejsze, gdy odrzucisz wszystkie naleciałości, które oblepiły cię przez lata?

Czy spędziłbyś ten czas w domu, czy wyruszył w świat? Czytał, słuchał, czy mówił? Śmiał się, płakał? Tworzył, czy patrzył na to, co już stworzone? Czy dalej byś nieustannie planował? Przejmowałbyś się coraz głębszymi zmarszczkami lub skórą zmęczoną długimi nocami i upływem czasu? Czy przewijałbyś w nieskończoność internetowy strumień świadomości, podpatrując życie innych?

Graniczne sytuacje nie do końca dadzą się przełożyć na codzienność. Mogą być jednak wskazówką.

(…) wierzę, że mikrokorekty przynoszą makroefekty. Czyli wystarczą drobne zmiany. (…) warto się nauczyć robić jedną rzecz naraz, czyli przeciwieństwo gloryfikowanego multitaskingu.

To, że to, co robię, mnie angażuje i nie męczy, zawdzięczam w dużej mierze praktyce zen, której istotą jest zasada: “to be one with…” – “być jednym z…”. Jednym z tym, co się robi, z kim się jest. Na przykład teraz jestem tym wywiadem, którego pani udzielam. Nie ma Jacka, który udziela wywiadu, i Jacka, który  patrzy na zegarek, ile to jeszcze będzie trwało, i się męczy. Potem będę jednym z moją żoną. A potem jednym z moją pracą. Chodzi o to, żeby w podobnych parametrach ilościowych, jakościowych, czasowych być raz tu, raz tam. Ale naprawdę.

– mówi w wywiadzie psycholog Jacek Santorski.

Na tę rozmowę trafiłem niedawno w gazecie, leżąc na kanapie i popijając gorącą herbatę z pomarańczą i miodem. Pamiętam to w szczegółach, bo jakimś zrządzeniem losu akurat w tamtym momencie byłem zdecydowanie to be one with…

Zasada, o której mówi Santorski, wydaje się cenna nie tylko w życiu, ale też w podróżowaniu. Jakiś czas temu przeprowadzałem wywiad z człowiekiem, który zwiedził cały świat (w sensie dosłownym). To interesujące podejście, rodzące ciekawe życie. Rozmawiając z nim przez ponad dwie godziny, gdzieś w tle poczułem jednak, że kryje się w tym jakaś kompulsywność, uleganie nieustannej presji brania coraz więcej. Zachłanność. Nie sądzę, by dało się ją kiedykolwiek wypełnić.

Każdy z podróżujących musi znaleźć własną drogę i własny sposób na przemierzanie świata. Żadna z nich nie jest lepsza, ani gorsza. Ja bym jednak w ten sposób podróżować już chyba nie umiał. Z coraz większym bowiem zapałem wycinam to, co zdaje mi się mało istotne. Z coraz większym uporem szukam esencji. Istoty rzeczy. Rdzenia, który potrafi mnie zmienić. Detali. I tematów – to już wynika z mojego zawodu – które zawężą obraz całości, równocześnie skupiając w sobie, jak w soczewce, wszystko, co jest najistotniejsze.

Ilość odwiedzonych miejsc przestała mieć dla mnie znaczenie. Ważniejsze stało się to, jak przeżywam podróż. Każdy jej tydzień, dzień, godzinę. Brak pośpiechu nie wyklucza intensywności życia. Wzmaga ją.

Osiągnięcie stanu, o którym mówi Santorski jest trudne. Gdy jednak myślę o tych dziesiątkach miejsc, w których byłem, setkach godzin, które spędziłem będąc w drodze, największe znaczenie zawsze miały jakieś niepozorne zdarzenia. To do nich wracam, to one zajmują mi głowę, mówią mi wszystko, co trzeba o miejscu i o mnie samym – o tym, kim w tamtym czasie byłem.

Chłodny wiatr muskający skórę w tropikalnym upale, szum palmowych liści, chropowatość muru pod palcami, płynny dźwięk silnika, gdy zmieniasz bieg i suniesz gładką trasą wiodącą przez wzgórza i sosnowe lasy. Chłodne palce dłoni kogoś obok, gdy sprawdzasz, czy nie jest mu zimno. Smutną muzykę sączącą się przez słuchawki do ucha. Wybuchy śmiechu z jakichś absurdalnych opowieści, poczucie radosnego uniesienia, gdy widzisz zmieniający się krajobraz za oknem. Smak papierosa palonego w samochodzie którym ktoś cię w drodze z pustyni. Zapach fig. Pot spływający po czole na plaży w środku sierpnia i urwane zdania plażowiczów obok, które podsłuchałeś. Spienioną morską wodę. Twardy sen po wyczerpującym dniu. Szum fal za oknem. Światła pięciu statków stojących na redzie.

To nie miejsca są ważne. Te wszystkie obrazy – i setki innych – nie mają wiele wspólnego z klasycznym zwiedzaniem. Mogłyby się z równym powod narodzić zaledwie w dalej jednym czy dwóch krajach. Istotą okazuje się to, co czujesz, a nie to, gdzie jesteś. Truizmem jest zresztą fakt, że nie musisz nigdzie wyjeżdżać. Poczucie komplementarności może cię przecież ogarnąć, gdy wejdziesz do domu, którego zapach i widok już znasz. Zapalając wieczorem świeczki. Biorąc do ręki gazetę. Patrząc. Lub kręcąc się po kilku najbliższych ulicach.

Bycie naprawdę, o którym mówi Santorski – zapewne setki czy tysiące lat temu całkiem dla nas naturalne – stało się dziś paradoksalnie jednym z większych wyzwań naszego życia.  Ale cóż nam innego pozostało, jak nie próbować wciąż od nowa?

Written by Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

One Thought on “Tygodnik #25”