4 miesiące temu

Tygodnik #29

Nic, co jest bezpieczne i oczywiste nie może  dać tej pierwotnej radości. Niemal zwierzęcego uniesienia, fali rozkoszy rozpływającej się po ciele.

Zostawiłem ich.

Towarzyszyli mi od kilkunastu lat. Przewijali się gdzieś w tle, drobne punkciki codzienności. Niektórzy pojawili się na moment i zniknęli bez śladu, inni tkwią tam do dziś, znosząc upływ czasu i powoli zapadając się w sobie lub rozkwitając na nowo.

Zostawiłem więc pisarza, który niegdyś – wiele lat temu, gdy tam zamieszkałem – lubił stać w oknie i patrzeć na świat. Miał wtedy jeszcze nieco werwy, choć gasła ona z każdym miesiącem. W upalne dni otwierał okno. Siadał bokiem wysuwając łokieć poza framugę, niczym hiszpański kierowca. Gdy zobaczyłem go pierwszy raz, pomyślałem, że mógłby być przecież pisarzem, który spędza przedpołudnie na pracy nad  książką wstaje od biurka i patrzy przez okno. Został więc „pisarzem” i nie zmieniło się to nawet wtedy, gdy okazał się smutnym człowiekiem, którego życie upływa na tkwieniu w bezradności.

Nie widuję już Olejowego Króla, który co rano niespiesznym krokiem szedł do samochodu i z czułością kochanka przygotowywał go do jazdy.

Patrzyłem na niego, mieląc kawę. Nachylał się nad silnikiem. Obserwował bagnet wyjęty z miski olejowej. Testował poziom gęstego płynu wnikliwie, tak jakby mógł się on zmienić od tych dwóch dni, gdy robił to poprzedni raz. Olejowy był wierny jednej marce aut, a jego wzrok nigdy nie zatrzymywał się na innych samochodach. Wieczorami słyszałem dudniący silnik jego podrasowanego pojazdu, gdy wracał na parking i skrupulatnie ustawiał go na swoim miejscu.

Była też Złota. Kilka lat temu przechadzała się po osiedlowych ścieżkach odziana w lateksowe spodnie i wprawiająca wszystkich w osłupienie platynowym kolorem włosów. Z upływem lat stała się stateczną matką, skupioną na pchanym przed sobą wózkiem. Pamiętam też kobietę-liliputa, emanującą zmysłowością, której najwyraźniej nie był w stanie oprzeć się mężczyzna o szerokim karku. Przez krótki czas próbowali, paląc papierosy przed klatką, sprostać razem wyzwaniom nagłego rodzicielstwa, oboje jednak zniknęli, niczym kosmiczne efemerydy.

Nie ma już też starszego mężczyzny, który wiele lat temu wyniósł wiosną krzesło na chodnik przed blokiem i siedział milczący w ciepłej plamie słońca. Być może próbował nieświadomie doświadczyć tego, co jest udziałem niemal wszystkich starszych ludzi w krajach południowej Europy.

Był jednak w Polsce, w której nie spędza się starości grzejąc się w słońcu i leniwie rozmawiając, pozostał więc przed tym ogromnym blokiem w samotności, mała kropka na krześle. Nigdy więcej już go nie widziałem. Być może był to jego ostatni rok życia lub nie zdecydował się więcej na łamanie reguł panującego w tym kraju.

Przez te lata młody bokser na szczudłatych nogach, marnotrawiący energię na chaotycznych podskokach na trawniku, dawno już zdechł. Została jego przyjaciółka z klatki obok, bokserka nosząca imię mocnego egzotycznego alkoholu.

Gdy widziałem ją ostatni raz, zanim zostawiłem ten świat za sobą, zmęczona życiem z mozołem pokonywała chodnik w towarzystwie właścicielki, która przez ten czas zdążyła już pochować swoją sparaliżowaną matkę i urodzić dwójkę dzieci.

Zostawiłem kobietę, która mimo ukończenia 70 lat nadal próbuje trzymać świat w ryzach, nie godząc się na  kompromisy. Pewnego dnia nadszedł moment, gdy nieustanne czyszczenie własnego auta nie mogło już sprostać jej wymaganiom. Nakłoniła więc męża, by potajemnie wyciął nocą śliwę zwieszającą się nad dachem jej samochodu, by żaden pyłek z krzewu nie stał się zaczątkiem chaosu. Gdy rano, czekając na kawę, spojrzałem przez okno, w krajobrazie przede mną widniała niewielka, ale głęboka dziura, której nie dało się już niczym wypełnić.

Pozostało więc tylko to wszystko zostawić.

***

Nić widmo jest filmem utkanym z pasji. Paul Tomas Anderson pozostaje jednym z wybitniejszych reżyserów ostatnich lat. Daniel Day-Lewis jest jednym z lepszych, jeżeli nie najlepszym aktorem naszych czasów. Czekam, aż odwoła decyzję o przejściu na emeryturę, bo nie potrafię się z nią po prostu pogodzić.

To film o pasji, która graniczy z masochizmem. O człowieku ukształtowanym ze sprzeczności, o uczuciach, które potrafią nagle zmienić wszystko, ale też o kobiecie, która toruje swoją własną drogę, zaznacza pozycję i otwiera człowieka zamkniętego jak ostrygę.

Sensualny spektakl, do którego można wracać i wracać, wyciągając z niego wciąż coś nowego.

***

Po wyjściu z kina wsiadłem w samochód i pomknąłem pustymi ulicami łapiąc się na zieloną falę świateł. Był późny wieczór, trzy pasy drogi pozostawione dla mnie. Cisnąłem mocno, czując nagły przypływ adrenaliny i uniesienia, które może dać tylko jazda samochodem.

Mknąłem, patrząc jak wskazówka obrotów wybija coraz wyżej. Pod maską niknęła szara, lekko zmrożona nić asfaltu. W radiu prezenterzy przekomarzali się jakimiś słabymi dowcipami, które w ogóle mi nie przeszkadzały. Przez krótki moment ten kawał ciężkiej blachy i moje ciało stały się jednym, a lewarek biegów przedłużeniem ramienia. Czułem pod stopami delikatne drgania zawieszenia, chropowaty dźwięk opon sunących po drodze, wibracje silnika odbijające się echem w moich trzewiach.

Gdy zaparkowałem pod domem, przytulając się bokiem auta do gałęzi świerka, pomyślałem, że te wszystkie pomysły z autonomicznymi samochodami, które jeżdżą same i podejmują za ciebie decyzję są zupełnie bez sensu. Nic, co jest tak bezpieczne i oczywiste – nic co podejmuje decyzje na nas – nie może przecież dać tej pierwotnej radości, niemal zwierzęcego uniesienia, fali rozkoszy rozpływającej się po ciele.

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *