6 miesięcy temu

Tygodnik #37

 Czy w życiu ważne są rytuały?

Każdego dnia mężczyzna w pomarańczowej czapce z daszkiem porządkuje zabawki. Widzę go, jak wchodzi do otoczonej płotem piaskownicy i skrupulatnie zbiera kolorowe kawałki plastiku. Robi to codziennie. Dostaje za to pieniądze.

Wszystkie zrzuca w jedno miejsce, w rogu ogrodzenia. Nie wygląda, jakby to zajęcie go irytowało. W jego niespiesznych ruchach kryje się odrobina czułości. Czasem, zanim miękkim ruchem rzuci którąś z zabawek na stos, przypatruje jej się przez kilka sekund, jakby widział ją po raz pierwszy, choć przecież przechodzą one wszystkie przez jego dłonie każdego ranka.

Patrzę na niego, myśląc o tym, że jego zajęcie jest zasadzie pozbawione sensu, skazane na klęskę. W najdalej kilka godzin po jego porządkach pojawiają się dzieci – których krzyki potrafią sprasować ci mózg na cieniutki naleśnik – i przywracają własny porządek. Rozstawiają te kolorowe ciężarówki, wiaderka, grabki, jakieś zadziwiające różowe rowery na trzech kołach, bujane ławeczki według własnego zamysłu, wiedzione instynktem zagarniania i porzucania.

Następnego dnia pojawia się jednak ten mężczyzna i wszystko to porządkuje, jakby próbował wymazać okrutną zasadę entropii, rządzącą naszym światem i każdą minutą życia.

Może jednak jest w tym coś z rytuału? Powtarzanej czynności, która nie ma być może większego sensu, ale potrafi stworzyć ramy codzienności.

Przypominam sobie mural na postsocjalistycznym bloku na gdańskiej Zaspie. Starszy mężczyzna z cygarem w ustach schyla się na trzymaną w rękach miotłą i zamiata chodnik. Ten obraz, choć wizualnie ciekawy, staje się pełny dopiero, gdy zna się historię, którą przedstawia. Dozorca w żółtych kaloszach jest bowiem postacią prawdziwą. W rzeczywistości to nie dozorca, lecz bremieński prawnik, sąsiad autora muralu Juba Mönstera, który rozpoczyna każdy dzień osobliwym rytuałem zamiatania ulicy przed własnym domem.

Lubię ten malunek. Lubię tę prostą historię człowieka, który ma zapewne niezłej klasy samochód, wygodny dom, pracę, w której zarabia solidne pieniądze i rozwiązuje ważkie problemy. Zaczyna jednak każdy dzień od zwykłej manualnej czynności.

Tego typu zajęcia wykonujemy przecież od tysięcy lat. Próbując dzięki nim zapanować nad czasem i własnym życiem. Starając się uczynić miejsce, w którym akurat jesteśmy, swojskim i bezpiecznym. Niezależnie od tego, czy to będzie eleganckie lobby w Paryżu, rozstawiany każdego dnia namiot, czy kilkadziesiąt metrów mieszkania, którego zapach znasz już tak dobrze i w którym sięgasz do szuflad pewną ręką, wiedząc, co w nich znajdziesz.

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *