5 miesięcy temu

Tygodnik #38

Ma gruby goły brzuch – jest tylko w kąpielówkach i okularach słonecznych – i klei się do idącej po plaży kobiety.

Przyjechał z dalekiego kraju i szuka zabawy. – Hello, hello! A później pełne niedowierzania: – No? no? Śmieje się i nie daje za wygraną.

Jestem kilka kroków przed nimi, idziemy w tym samym kierunku, więc mam ich za plecami. Obracam się, oceniając sytuację. Facet jest potężny. Ona – na oko koło czterdziestki – ma zaciśnięte usta i szybki krok. Jest stąd. Poznaję to po chodzie, tylko miejscowi idą plażą energicznie, przemieszczając się po prostu z jednego punktu do drugiego.

Odrażający typek pełznie za nią, coś tam zachęcająco szepcze po angielsku, ale nie słyszę co. Jego no, no? jest pełne rozbawienia, w tej tępej głowie odmowa kobiety jest tylko elementem gry, pozą, bo przecież kobiety zawsze grają i zachowują się inaczej niż myślą.

To nie jest domena obcokrajowców. Równie dobrze mógł być Polakiem. Lekko podchmielonym, sypiącym sprośnymi żarcikami, rechoczącym na znak porozumienia. Na naszych plażach jest takich mnóstwo. Wystarczy poczekać na lato. Dać tym litrom piwa przepłynąć po żyłach organizmu.

Nie mam nic przeciwko flirtom, podrywaniu, zagęszczającym się znajomościom. Trzeba być jednak naprawdę ślepym, żeby nie zauważać tak czytelnych sygnałów. Braku zainteresowania, zniechęcenia, czasem zmęczenia. W tym ślepym uporze samców jest coś odrażającego.

Słysząc ich za mną, myślałem jednak głównie o tym, że plaża jest przestrzenią, na której zderzają się dwa światy. Próbują się one jakoś przeniknąć, zwykle bez skutku. Na tym pasie jasnego piachu obnażone zostają różnice między dniem codziennym, a świątecznym. Sacrum i profanum. Małymi marzeniami, a rzeczywistością. Poezją i prozą.

Ten odrażający w swej ślepocie gość tkwił w świecie, w którym wszystko powinno być na wyciągnięcie ręki. Osiągalne bez wysiłku. Wystarczy powiedzieć hello, hello i uśmiechać się głupkowato, licząc na to, że okaże się to zaklęciem otwierającym drzwi do życia pełnego kolorów i rozkoszy, które przecież ci się, do cholery, należy po tym codziennym znoju i trudzie! Jesteś w końcu, kurwa, na urlopie!

Po jakiś 200 metrach wreszcie się zniechęcił i odpłynął. Jego marzenia zabrała wysoka fala Bałtyku. Poezja, po którą chciał tak siegnąć, zniknęła gdzieś w jasnym drobnym piachu.

***

Mimo, że jest to przestrzeń obnażająca ludzkie słabości, kocham morze i plażę miłością głęboką i niezmienną. Mam bowiem z nimi tyle wspomnień – chwil mnie kształtujących, momentów, od których coś się zaczynało lub kończyło – że nie może być inaczej.

Morze w swej pierwotnej niezmienności ma w sobie coś cudownego i nigdy nie czuję tak błogiego spokoju, jak w jego pobliżu. To uczucie przypominające ciepłą ciężką kroplę ołowiu, która rozlewa się po twoim brzuchu; podobną do tej, która cię wypełnia, gdy budzisz się po krótkiej nocy przytulony do czyichś pleców, z wargami dotykającymi ciepłej, pachnącej snem skóry karku.

Nie jestem jeszcze w stanie tego do końca uchwycić, w tym uczuciu kryją się bowiem też te wszystkie cudowne włoskie, francuskie i amerykańskie filmy, które dzieją się nad wybrzeżem; pełne spokoju lub dramatyzmu obrazy; grafiki; zdjęcia. To złożony temat i spróbuję kiedyś o nim coś napisać, bo być może to najlepszy sposób, by się o tym dowiedzieć czegoś więcej.

Z moją Ulubioną Redaktorką ustaliliśmy w każdym razie, że pomysł zamieszkania nad Morzem Śródziemnym wydaje się być całkiem rozsądny, a że nazwanie swych marzeń lub planów, to już – ponoć – 70 proc. ich realizacji, przyszłość rysuje się dobrze. Na gali rozdania Travelerów – nagród podróżniczych National Geographic – tematy płynęły jedne po drugich, zazębiając się swobodnie. To był przyjemny wieczór i dobrze było zobaczyć znów niemal całą redakcję i znajomych. Ta impreza stała się już rytuałem, stałym punktem w roku, a czasem zdarza się, że te wieczory rozświetla jakiś nowy blask. Wyszedłem nieco wcześniej niż zwykle, by usiąść po prostu przed snem z kubkiem szałwii w dłoni.

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 Thoughts on “Tygodnik #38”

  1. Nie lubię tłumów, nie lubię miejsc popularnych, obleganych. Szczególnie tych w ujęciu turystycznym. W zbieraninach ludzi gromadzących się tam zawsze znajdzie się ktoś kogo się nie akceptuje, kogo nie chcesz mieć w swoim otoczeniu. Ktoś kto swoim zachowaniem wykracza daleko poza normy. Właśnie dlatego lubię miejsca odludne. Lubię spędzać czas tam, gdzie inni być nie chcą, lub po prostu nie wiedzą, że można tam być. Lubię bywać w popularnych miejscach w porach, w których inni są gdzieś indziej.
    Taka historia…
    Jedna z popularniejszych plaż. Przyjechaliśmy tu z Gosia w zasadzie tylko po to, aby złapać kilka nowych kadrów i być może trochę odświeżyć bazę zdjęć. Na plaży tłum, kilka rzędów leżaków. Brakuje dosłownie kilku centymetrów by te ustawione najbliżej morza były omywane przez fale. Błogi odpoczynek w ciszy jest nieuchwytna iluzją niemożliwą do spełnienia tu i teraz.
    Uciekamy do sąsiedniej zatoki. Wita nas spokojna przeplatana łachami szarego piachu kamienista plaża, na której jedynym gościem jest niepełnosprawny chłopak. Przechadzając się na jej północnym skraju wymachując władczo kijem kreśli na piachu granice swoje terytorium. Szanując jego wybór zajmujemy centralna część plaży.
    Pochłonięci swoim wypoczynkiem nawet nie zauważamy, kiedy na parkingu obok naszego samochodu pojawia się kolejny. Wysiada z niego para młodych Greków oraz towarzyszący im wesoły psiak. Szybkim krokiem wychodzą na plażę, rozglądają się i bez poświęcania zbędnej ilości czasu odchodzą. Uśmiechamy się do siebie z Gosią i stwierdzamy żartobliwie: Chyba jednak uznali, że jest tu duży tłok.
    Po kilku minutach znów są. Do samochodu wrócili się tylko po swój plażowy ekwipunek. Zajmują wciąż wolny południowy koniec plaży. Cóż chyba jednak trafiliśmy na kogoś z kim dzielimy wspólne upodobania :)

    1. Zatłoczone miejsca to prawdziwa szkoła cierpliwości. I przetrwania ;) Sam te próby przechodzę ciężko. Zwykle ratuję się w końcu ucieczką. Rozumiem Cię całkiem nieźle – gdy mam do wyboru pustkę i tłok, zawsze wybieram to pierwsze. Dzięki za piękną opowieść :)