10 lat temu

Uśmiech prezydenta

Poprowadził mnie przez swój sklep, wąskimi korytarzami utworzonymi pomiędzy stosami zawieszonych pod sufitem ubrań, stojącą na podłodze ceramiką i walającymi się wszędzie skórzanymi torbami i pufami, na których można by pewnie wygodnie usiąść.

W sklepie było niewiele światła, a on szedł szybko, więc nie zdążyłem zobaczyć, co jeszcze było tam do kupienia, ale jestem zupełnie pewien, że cokolwiek by to było, było tego mnóstwo. Czuć było zapach niedawno wyprawionej skóry. Wiedział, że nie interesują mnie te wszystkie jego rzeczy, więc się spieszył, bo to, co mógł mi zaoferować było na samej górze. Poszliśmy stromymi schodkami. Ściany były wyłożone ładnymi kaflami o drobnym wzorze i takie same kafle były na dachu, na który w końcu doszliśmy.

Chciałem zrobić z góry zdjęcie meczetu w Kairouanie, szukałem kadru, który nadawałby się do gazety, ale gdy już doszliśmy na dach, okazało się, że to wciąż za nisko. Nie dało się już wejść wyżej, bo wyżej nic nie było. Wszystkie budynki w Tunezji mają najwyżej dwa piętra.

Wszędzie był natomiast Ben Ali, gdziekolwiek się spojrzało, widać było jego pucułowatą, zadowoloną twarz. Lekko się uśmiechał, ale nie za bardzo. Prezydent nie może śmiać się zbyt mocno, szeroki uśmiech jest dobry dla wszystkich, tylko nie dla prezydenta i nie dla króla. Dla nich jest dobry lekki uśmiech, pełen dobroci, ale taki, który nie zachęca do zbytniej poufałości. To uśmiech, w którym kryje się sporo powagi. Nie ma w nim nic z rubasznej radości, ale też nie ma w nim śladu zakłopotania. To specjalny uśmiech prezydenta.

Ben Ali był po prawej na ścianie i unosił ręce, jakby w błogosławieństwie albo jakby chciał uciszyć wiwatujący tłum. Trochę bliżej był jeszcze większy Ben Ali, ale ten nie podnosił rąk, tylko patrzył przed siebie, a z tyłu miał flagę Tunezji.

Najbardziej podobał mi się jednak ten tuż przede mną. Był zupełnie mały, bo był na jednej z setek malutkich chorągiewek, które oplatały całą ulicę wokół Wielkiego Meczetu. Był tak blisko, że mogłem go dotknąć.

Prezydent miał na sobie szary garnitur i dłonie trzymał złożone przed sobą. Miał też zupełnie wspaniały uśmiech. Zrobiłem mu zdjęcie, bo był dużo lepszy niż widok meczetu. Ben Ali zasługiwał na dobre zdjęcie i takie mu zrobiłem. Gdy się nachyliłem z aparatem przy oku, ten mężczyzna, który mnie tu zaprowadził, bardzo się ucieszył. Jego uśmiech był bardzo szeroki.

Dobry prezydent? – spytałem.

Dobry, bardzo dobry prezydent – powiedział.

Chciałem go spytać, czy to dobrze, że Ben Ali zmienił konstytucję tylko po to, by móc być czwarty raz prezydentem, ale nic nie powiedziałem. Nie miało to  znaczenia. Ben Ali to dobry prezydent.

prezydent ben ali ze wspaniałym uśmiechem

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *