3 lata temu

W innym świecie

Upływ czasu winom chianti dobrze robi, a butelka toskańskiego trunku może okazać się jednym z nielicznych pewniaków w zmieniającym się świecie. Po dekadzie budzimy się w rzeczywistości, w której solidarność umiera, a my zapomnieliśmy o tym, że kiedyś sami wysuwaliśmy dłoń w poszukiwaniu pomocy.

Gdy zbierano winogrona na stojące przede mną wino – w 2004 roku – świat wyglądał nieco inaczej, wciąż jeszcze zgarbiony po uderzeniu na WTC, pławiąc się w coraz dalej idącej paranoi i skazanych na klęskę próbach kontroli wszystkiego, co tylko da się skontrolować. Fala zmian dopiero nabierała rozpędu, a każdy następny rok przynosił kolejne upadki: kryzys gospodarczy, krwawe przewroty w krajach arabskich, greckie niespodzianki wiodące Unię Europejską na skraj rozpadu, wojnę domową w Syrii, coraz wyraźniejsze skutki globalnego ocieplenia i wreszcie rosnący pochód uchodźców, szukających nowego życia na naszym europejskim podwórku, który dziś tak wielu osobom spędza sen z powiek, skłaniając ich do wylewania żółci na internetowych łamach. Nie mogę już słuchać o tym, że nie stać nas na przyjęcie kilku tysięcy ludzi, którym życie zawaliło się na głowę, że nie mamy na to pieniędzy, że zaleje nas islamska fala, że powinni zajmować się tym inni, że trzeba się poważnie zastanowić, że może lepiej schowajmy głowę w piach i zajmijmy się doraźnymi bzdurami, które nie mają żadnego znaczenia…

Wtedy, na początku wieku, było już jasne, że skutki wcześniejszych wydarzeń dadzą się niebawem odczuć. Nasz świat oparty jest na przyczynowości.

chanti-montegiachi

Pijąc Chianti Classico Riserva Montegiachi DOCG, myślę więc o wywiadzie, który przeczytałem parę tygodni temu w Tygodniku Powszechnym. Rozmowie z profesorem Georgem Ellisem, wybitnym kosmologiem. Dla mojego humanistycznego umysłu to spore wyzwanie, jest tam jednak kilka fragmentów, które zupełnie mnie ujęły pokazując, że nawet kosmolodzy i fizycy w wędrówce po swoich szalonych teoriach wracają w końcu do kojącego konkretu, a bywa, że i do kieliszka wina:

Ellis: Kończę właśnie pisać książkę na temat przyczynowości “z góry na dół”: od kosmologii, przez fizykę, chemię, biologię… Przyczynowość “z góry na dół” pozwala na to, aby ze świata fizyki wyłoniło się życie i umysł.

TP: Wyjaśnijmy może, czym jest “przyczynowość z góry na dół”. Wyobraźmy sobie, że patrzymy na wszechświat w skali poszczególnych atomów, cząstek. Widzimy ich zderzenia i oddziaływania, które, jak się zdaje, możemy wytłumaczyć tylko w ramach tej skali i skalach jeszcze mniejszych. Pan tymczasem sugeruje, że w pewnym momencie zakrzykniemy: “Moment! Co się stało? Nie umiem tego wyjaśnić!”…

Ellis: Tak jest. Weźmy pod uwagę fragment ludzkiego ciała. To, który gen zostanie odczytany, zależy od kontekstu; nie wynika to z samej budowy komórki. Patrząc na wnętrze komórki w tej skali, nie bylibyśmy w stanie przewidzieć, który  gen zostanie odczytany. Spójrzmy na ten kieliszek. Dlaczego ma on taki, a nie inny kształt? Ponieważ ktoś kiedyś miał wizję tego kieliszka w umyśle.

TP: Można by rzecz, że ów człowiek miał wizję tego kieliszka. Ale też, że zaszła po prostu określona sekwencja zdarzeń w tkance mózgowej… I tak dalej.

Ellis: Jestem zwolennikiem Arystotelesa. Są cztery poziomy przyczynowości i wszystkie muszą być brane pod uwagę.

TP: Czyli nauka skupia się na przyczynie materialnej.

Ellis: Tak. Ale kieliszek nie istniałby tutaj, gdyby nie ostateczna przyczyna.

TP: Czyli jaka?

Ellis: Że chcę się napić wina (śmiech).

Jakby tego było mało, na dnie mojego kieliszka znalazłem tulące się do siebie kryształki, absolutnie piękne w swojej harmonii i symetrii. To wodorowinian potasu, wytrącający się często w niefiltrowanych winach w miarę ich dojrzewania, zupełnie niegroźny i naturalny. Nasunął mi na myśl fraktale, a szczególnie zbiór mandelbrota, o którym Ellis również wspominał. Do jego wygenerowania potrzebne jest tylko jedno i to na dodatek niezwykle krótkie równianie matematyczne. Ciach, prach i powstają piękne, niedające się za bardzo wcześniej przewidzieć kształty. Nie pytajcie mnie, jak to się dzieje, nie mam najmniejszego pojęcia; jak dla mnie muszą tym zarządzać jakieś zaklęcia i magia i nie sądzę, bym kiedyś do końca pojął, jak równanie matematyczne może wygenerować kształt.

Patrząc na te kryształki, myślę więc o przyczynach, które zawsze istnieją, tylko nie zawsze potrafimy je odkryć.

Mnóstwo w tym winie skoncentrowanego owocu, treściwego i konkretnego. Głównie czereśni. Jest też leciutko korzenna nuta i bardzo delikatne wspomnienie beczki, w której trunek leżakował przez dwa lata, zanim trafił do butelek. Czas zrobił swoje i tę miękką waniliową nutę wtopił elegancko w trunek, zamieniając też typową dla większości włoskich win (a dla chianti szczególnie)szorstkość, w oleistą doskonałą miękkość.

W kilku zdaniach

Cierpliwość czasem popłaca. Wina chianti zwykle najlepiej smakują pięć do ośmiu lat od momentu zbiorów winogron. To ma już 11 lat i wszystko wskazuje na to, że kolejne dziesięć mu nie zaszkodzi. Bierzcie je więc bez wahania, by cieszyć się nim teraz lub schować je gdzieś w zakamarkach swojego świata i wyjąć, gdy Wy i one będziecie starsi.

Chianti Classico Riserva Montegiachi DOCG
Producent: Agricoltori del Geografico
Rocznik: 2004
Kraj: Włochy
Region: Chianti Classico
Apelacja: DOCG Chianti Classico
Szczep: Sangiovese, Colorino
Cena: 80 zł, Salute.pl

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *