3 lata temu

Znośna lekkość bytu – wędrówka po Cykladach

Każdy dzień na Cykladach jest jak kąpiel w źródlanej wodzie. Obmywa ciało, odświeża umysł.

TEKST: Michał Głombiowski, National Geographic Traveler 02.2016

Jestem tu zaledwie od dwóch dni, ale każdy w około wie już o mnie niemal wszystko.

Kalimera, dzień dobry – starszy mężczyzna, przechodząc obok, unosi dłoń. – Dobrze spałeś? Wieczorem będę miał dla ciebie dobrą rakiję.

Na Naksos, jednej z wysp Cyklad, filoxenia – greckie słowo dające się luźno przetłumaczyć jako „miłość dla przyjezdnych” – nie zostało jeszcze wypłukane ze znaczenia. Od pierwszego dnia pobytu ta gościnność objawia się podrzucanymi mi pod drzwi pokoju owocami, pogawędkami toczonymi na chodniku i szczerym zainteresowaniem o samopoczucie. Co wieczór zamienia się też w stawiane przede mną kolejne szklaneczki rakii lub ouzo, od których krew płynie szybciej, zmysły się wyostrzają, a głowa heroicznie próbuje jakoś dotrwać do poranka.

Pijąc na tarasie poranną kawę, patrzę na oliwne drzewa, białe pudełka domów w wiosce, kopulaste dachy cerkwi i głęboki lazur Morza Egejskiego. Wiatr z północy marszczy powierzchnię wody, kierując zbielone fale prosto ku zatoczce wygiętej niczym łuk Robin Hooda. W oddali kręcą się rybackie łodzie, których ładunek niebawem wypełni kuchnie pobliskich tawern.

Na Paros wciąż jednak istnieją miejsca, w których codzienność da się zamknąć w kojącej powtarzalności, której tak potrzebował Capote: śnie, pływaniu, czytaniu, wizycie w tawernie – wychyleniu każdego dnia kieliszka czerwonego wina.

Czy Cyklady, diadem wysp rozsianych wokół Delos – skalistej drobinki będącej osią archipelagu – to rajskie wyspy? Z pewnością są dobrym miejscem dla każdego, kto otwiera nowy rozdział w życiu. Kto potrzebuje zmienić perspektywę, odciąć się od codzienności lub chce po prostu nacieszyć się w pełni towarzystwem kogoś, z kim ma wiele wspólnego. Mimo coraz większego naporu przyjezdnych Cyklady nadal potrafią oddzielić turystyczny blichtr od codzienności. Wystarczy omijać najbardziej zatłoczone wyspy – Santoryn i Mykonos – lub skierować się ku mniejszym wioskom, by trafić do świata, który niewiele się zmienił od dziesięcioleci.

Biel na cholerę

Dotarcie do Apiranthos, najwyżej położonej wioski na Naksos, wymaga pokonania niezliczonej ilości serpentyn i wyciśnięcia z wypożyczonego skutera ostatka sił. Ta niewielka miejscowość może uchodzić za kwintesencję tradycyjnej Grecji. Otoczona wyschniętymi na wiór stokami gór upstrzonymi oliwnymi drzewami tkwi w osamotnieniu, z dala od świata. Po krzywiźnie schodków wspinają się osiołki ponaglane przez brodatych staruszków. W oddali, pomiędzy białymi domami, widać szeroki pas morza, nieodłączny element wyspiarskiego krajobrazu łączący dwie, zdawałoby się, odległe przestrzenie: wodę i góry.

Biel zabudowań niemal kłuje w oczy, spływając ze ścian i rozlewając się na chodniki. Kojarzona dziś nieodłącznie z greckimi wyspami, jeszcze niecałe sto lat temu była tu niemal nie spotykana. Kamienne domy w swej naturalnej szarości zlewały się z otoczeniem, nie przyciągając wzroku i pozwalającej ustrzec się przed grasującymi niegdyś po tutejszych wodach piratami. Dopiero w 1938 r. trzymający ten kraj twardą ręką Metaxas zarządził na Cykladach bielenie domów wapnem, licząc, że powstrzyma to szerzącą się epidemię cholery. Biel wsiąknęła w tutejszy krajobraz. Siedemnaście lat później królowa Grecji, Fryderyka Hanowerska, podsunęła ówczesnemu premierowi zdjęcie białych budynków na tle błękitnego morza, proponując, by wykorzystać ten obraz do rozreklamowania wysp. Marketingowa sztuczka zadziałała, przyciągając tysiące turystów i czyniąc te dwa kolory greckim symbolem równie ważnym jak szklaneczka ouzo czy słoneczna plaża.

Ta architektoniczna prostota nie odniosłaby jednak tak wielkiego sukcesu, gdyby nie współgrała w charakterem greckich wysp. Mieszkańcy Cyklad od wieków prowadzili proste życie, w którym ciężka praca przeplatana była chwilami przyjemności. Bez oszałamiającego bogactwa i wyrafinowanej ornamentyki. Zapach liści figowych, widok na błękitne morze, szklanka wina na stole, talerzyk miejscowej oliwy i chleba. Minimalizm płynie w wyspiarskiej żyłach.

Niema wyrocznia

Biało-niebieskich domów próżno szukać na Delos, wyspie będącej – mimo niecałych 4 km kw. powierzchni – centrum cykladzkiego świata. Archipelag swą nazwę wziął od greckiego słowa kyklos, oznaczającego koło. Ten krąg wiruje właśnie wokół Delos. Wyobrażenie sobie jej dawnej potęgi przychodzi mi z trudem. Z ogromnego miasta i gigantycznej świątyni Apollona, syna Zeusa, który ponoć urodził się właśnie na tej ziemi, pozostały dziś zbrukane czasem kamienie i ostry metaliczny dźwięk ukrytych pomiędzy nimi cykad. O randze tego miejsca próbują jeszcze świadczyć ostatnie z ustawionych tu niegdyś w równym rzędzie rzeźb lwów. Wyprężone, smukłe drapieżniki straciły siłę, wygładzone przez wiatr i wilgoć, wciąż jednak groźnie uchylają pyski, obnażając kły, których nie sposób już się dopatrzyć.

Świątynia Apollona na Delos, Cyklady, Grecja

Pozostałości dawnej świątyni i wyroczni wtopiły się w krajobraz wyspy, pozwalając wzrokowi swobodnie ślizgać się po zarośniętych sztywną roślinnością stopniach teatru z 300 r. p.n.e., potrafiącego przyjąć 5.5 tys. widzów. Gdy Rzymianie podporządkowali sobie Kartaginę i Korynt, Delos wzięła na siebie rolę jednego z ważniejszych portów handlowych. W niebyt osunęła się dopiero po upadku Cesarstwa, przez pewien czas będąc jeszcze prowincjonalną mieściną regularnie łupioną przez piratów, by potem czekać do lat 70. ubiegłego wieku na odkrycie przez archeologów. Dziś pielgrzymów ściągających tu niegdyś z terenów całego basenu Morza Śródziemnego zastąpili turyści, którzy dzierżąc bilety i butelki z wodą w dłoniach starają się ożywić w wyobraźni nieme kamienie, przywracając im na moment dawną rangę równą świątyni w Delfach.

Od plaży do plaży

Na Paros, jednej z większej wysp Cyklad, ilość większych plaż przekracza pół setki, prowokując do chaotycznego ruchu palcem po mapie i ciągłych zmian decyzji, którą wybrać. Powolna jazda wypożyczonym autem niesie mnie na Kolymbithres, otoczoną zadziwiającymi formacjami skalnymi, wysmaganymi przez wiatr i fale. Gdy się tu na chwilę usiądzie, drobny połyskujący piasek przylepia się do ciała niczym druga skóra. Nawet w środku sezonu bez większych problemów można znaleźć tu trochę miejsca dla siebie, a o poranku lub przed wieczorem zostać prawie samemu. Chrissi Akti na południowo-wschodnim brzegu wyspy jest z kolei długim piaszczystym pasem, chętnie zajmowanym przez rodziny z dziećmi oraz kitesurferów, korzystających godzinami z korzystnego wiatru i bliskości barów serwujących drinki. Farangas na południu, 3 km od Alyki, kusi krystaliczną wodą i nie zakłóconym przez turystów spokojem: stosunkowo trudny dojazd jest wystarczającą barierą zatrzymującą napór przyjezdnych. Wczesną wiosną morze jest jednak jeszcze chłodne i czeka z nabraniem przyjemniejszej temperatury na koniec maja. Zamiast kąpieli pozostaje mi więc niespieszne brodzenie po wilgotnym piachu i mrużenie oczu od oślepiającego słońca.

Szukając schronienia

W Parikii, miejscowości na zachodzie wyspy, myślę o tym, jak wiele zmieniło się od 1958 r., gdy mieszkał tu Truman Capote. Amerykański pisarz, całe życie miotający się pomiędzy potrzebą powszechnego uwielbienia, a chęcią prowadzenia prostego nieskomplikowanego życia przyjechał tu niedługo po napisaniu Śniadania u Tiffany’ego. Na pogrążonej w ciszy wyspie pracował nad ostatnią i nigdy nie ukończoną powieścią Wysłuchane modlitwy. Podczytywał Prousta, chodził pływać w morzu. Towarzyszący mu fotograf Cecil Beaton wspominał, że nie czytali gazet od czasu przybycia na wyspę. Angielskie periodyki nie miały szans tu dotrzeć, pół wieku temu Cyklady dzieliły od reszty świata lata świetlne.

[dropshadowbox align=”right”]Paros słynie z marmuru, z którego wykonana jest m.in. Wenus z Milo[/dropshadowbox] Dziś Capote w Parikii poczułby się zapewne nieco zagubiony. Zamiast niosącej spokój rutyny i schronienia od tłumów natknąłby się na niezliczone sklepy z pamiątkami i wątpliwej jakości rękodziełem oraz dziesiątki klubów nocnych dudniących latem muzyką do samego rana. O minionych czasach przypominają jedynie brukowane uliczki, stare kościółki i drewniane krzesła w tawernach. Na Paros wciąż jednak istnieją miejsca, w których codzienność da się zamknąć w kojącej powtarzalności, której tak potrzebował Capote: śnie, pływaniu, czytaniu, wizycie w tawernie – wychyleniu każdego dnia kieliszka czerwonego wina.

Choriatiki, czyli sałatka grecka (tak naprawdę nazywa się ona "wiejską") - prosty smak Grecji

Późnym popołudniem siedzę przy stole okrytym papierowym obrusem, a wiejący z północy meltemi porusza gałęzie platanów, rozgrywając nad moją głową uwerturę pełną szeleszczących dźwięków. Dwa stoliki ode mnie trzech starszych mężczyzn rozgrywa w milczeniu partyjkę tavli, gry przypominającej warcaby, której zasad obiecuję sobie nauczyć się za każdym razem, gdy jestem w Grecji. Mężczyźni przychodzą tu codziennie, pojawiając się o tej samej porze. Towarzyszę im, choć nigdy razem nie gramy. Obserwuję ich ruchy.

Każdy dzień na Cykladach działa odświeżająco. Każdego kolejnego dnia moje rozbuchane pragnienia, które przywiozłem tu ze sobą, pryskają jak bańka mydlana. W końcu pozostaje tylko chęć wypełnienia płuc słonym morskim powietrzem i wystawienia twarzy do słonecznego światła.♦

KIEDY JECHAĆ

Cały rok, nawet zimą w dzień potrafi być kilkanaście stopni. Latem jest największy upał i tłok, dobrym wyborem będzie więc późniejsza wiosna (maj-czerwiec) lub wczesna jesień (wrzesień-październik)

DOJAZD

Z Warszawy dolecimy do Aten LOTem lub liniami Egean (ok. 400 zł), dalej promem z portu w Pireusie. Najwięcej połączeń jest na Mykonos, Naksos i Santorini (ok. 140 zł)

TRANSPORT

Pomiędzy wyspami kursują lokalne promy. Na lądzie najwygodniej wypożyczyć skuter lub samochód. Można też liczyć na autobusy, do mniej uczęszczanych miejsc jeżdżą one jednak rzadko.

NOCLEG

Miejsc noclegowych na Cykladach jest pod dostatkiem: zarówno droższe hotele, jak i rodzinne pensjonaty. Większość pokoi wyposażona jest w aneks kuchenny, co ułatwia gotowanie. Ceny od ok. 40 euro za pokój, poza sezonem od 30 euro. Popularne jest także rozbijanie namiotów, na niektórych plażach można też spać za darmo w bambusowych chatkach.

JEDZENIE

Grecka kuchnia jest prosta i opiera się na potrawach sezonowych. Najlepsze jedzenie dostaniemy z dala od turystycznych miejsc, zwykle w małych tawernach o niepozornym wystroju. Dobrym miernikiem jakości jest widok Greków przy stolikach i brak mousaki w menu, którą Grecy miejscowi głównie dla turystów, samemu jedząc ją sporadycznie. Koniecznie trzeba spróbować owoców morza i ryb.

ZAKUPY

Oprócz tradycyjnego rękodzieła (przede wszystkim wyroby ze skóry) warto kupić doskonałą miejscową oliwę, ser kozi oraz kitron – likier z liści cytronu, produkowany na Naksos.

ROZRYWKA

  • Wyspy greckie to raj dla wędkarzy. Łowienie zarówno z brzegu, jak i łodzi nie wymaga posiadania pozwoleń, potrzebne są one natomiast na łowy kuszą. Wędkowanie jest jednym z ulubionych zajęć Greków, najlepiej więc podpytać ich o dobre łowiska. Zwykle są to kamieniste falochrony, mola, pomosty i porty.
  • Miasto Parikia na wyspie Paros słynie z nocnych imprez. Większość klubów i dyskotek działa w sezonie, jednak nawet poza latem można bez większego trudu znaleźć miejsca do zabawy. Możemy wtedy liczyć na imprezę głównie w towarzystwie Greków.

ZRÓB TO TANIEJ

Podróżując na Cyklady oraz przemieszczając się pomiędzy wyspami, zamiast szybkich katamaranów, wybieraj wolniejsze promy. Podróż będzie dłuższa i mniej wygodna, ale może być nawet o 1/3 ceny tańsza.

3 POTRAWY, KTÓRYCH MUSISZ SPRÓBOWAĆ

Fava

Pasta z ugotowanego żółtego grochu, posypana posiekaną czerwoną cebulą, polana oliwą i sokiem z cytryny potrafi uwieść.

Vin Santo

Wino pochodzące z Cyklad powstaje z winogron wysuszonych wcześniej na słońcu. Wysoka słodycz przełamana jest dodatkiem kwaśnych owoców szczepu assyrtiko. Trunek o miodowym aromacie, gęsty i zmysłowy.

Papoutsakia

Bakłażan nadziewany mielonym mięsem – wołowiną lub, częściej, baraniną – i pomidorami, zalany sosem beszamelowym i zapiekany w piecu. Hit greckiego jadłospisu.

Autor: Michał Obst Głombiowski

Dziennikarz National Geographic Traveler, podróżnik, autor kilkuset artykułów publikowanych m.in. w NG Traveler, Podróżach, Onecie, Wprost, Gazecie Wyborczej, Polityce.   Pisarz. Laureat Nagrody Magellana za "najlepszą książkę podróżniczą 2013". W tym roku ukazała się jego najnowsza publikacja: "Zaklęcie podróżne - Kreta od kuchni", będąca efektem półrocznego pobytu na Krecie.

Tags

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 Thoughts on “Znośna lekkość bytu – wędrówka po Cykladach”

  1. Po tej lekturze trzeba mi słonego powietrza. Ale to później. Teraz pozwolę sobie zadać parę pytań, licząc na przychylność losu i Autora:

    – Czy promy należy rezerwować wcześniej przez internet? Bo wg wyszukiwarek wydają się być droższe niż wspomniane w tekście.
    – Czy na Mykonos można znaleźć spokój? Jeśli nie, to czy lepiej skierować się na Paros?
    – (To już ostatnie, obiecuję). Jak najdogodniej dotrzeć na Paros? Promem z Aten? Czy samolotem na Mykonos, a następnie promem?

    Z góry pięknie dziękuję!

  2. A więc po kolei :

    – Rezerwacja nie jest konieczna. Przy dużym obłożeniu może teoretycznie zabraknąć miejsc, ale w sezonie kursuje tak dużo promów, że pomijając lokalne święta i ew. weekendy, nie powinno być problemów z kupnem biletów na miejscu, tuż przed wypłynięciem. Przy kupowaniu przez sieć, radzę omijać polskich pośredników i kupować od razu na stronie greckiej: /www.ferries.gr/greek-islands-ferry/ferry_piraeus.htm – jest szansa na trochę niższe ceny.

    – Mykonos jest gwarne i zabawowe. Da się tam znaleźć trochę spokojniejsze zakątki, ale dla miłośników kameralności Paros będzie zdecydowanie lepsze. Dobrym wyjściem jest poszukanie noclegu w Noussa lub Paroikia i zrobienie sobie tam bazy wypadowej.

    – Tu dużo zależy od preferencji. Rejs z Pireusu trwa od 2 do 4 godzin, nie jest więc specjalnie męczący. Ceny do 150-180 zł za osobę, w jedną stronę, poza sezonem trochę mniej. Połączenie pomiędzy Mykonos a Paros to podobny wydatek. Dużo więc zależy od tego, jakie ceny będzie miał bilet lotniczy i co bardziej się opłaca. Z pewnością z Pireusu jest więcej połączeń, co może ułatwić podróż.

    Pozdrowienia i udanego wyjazdu. No i proszę dać znać, chociażby tu w komentarzach, jak się podobało :)

  3. Ach, jak miło! Dziękuję. Po wrażenia wyruszam we wrześniu. Jeśli pamięć nie zawiedzie, podzielę się nimi tutaj :)